poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział trzydziesty pierwszy.

Przekręcałam się z boku na bok, bo nie mogłam zasnąć. Przez całą noc śniły mi się koszmary, między innymi, jak mnie krzyżowali. To był chyba mój najgorszy sen. Czytałam nawet kiedyś o snach na jakiejś stronie, chyba senniku. Wpisałam hasło ,,ukrzyżowanie" i wyskoczyło mi znaczenie snu, w którym byłam krzyżowana.
Ukrzyżowanie - niepomyślność we wszystkich dziedzinach. Jest to symbol wewnętrznego niepokoju oraz ukrytego cierpienia.
Przypomniała mi się od razu ta definicja i zaczęłam się zastanawiać nad tym snem. Ale ja nie myślę dobrze z rana, więc szybko przestałam rozwijać ten temat. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Harry'ego, który wpatrywał się we mnie i podpierał ręką swoją głowę.
- Długo się tak na mnie patrzysz?
- Jakieś dwadzieścia minut, a co? 
- O matko.. mogłeś mnie obudzić, lub coś.. zrobiłabym śniadanie.
- Śniadanie już na Ciebie czeka.
- Nie możliwe.
- A jednak.
Ubraliśmy się i zjedliśmy śniadanie. Potem zmyłam naczynia, a Harry dzwonił do kogoś. Schowałam ostatni talerz do suszarki i weszłam do salonu.
Stał przy oknie i chyba nie wiedział, ze jestem niedaleko. Mówił cicho, ale stanowczo. Trochę mnie to zdziwiło, bo nie wyglądał na radosnego.
- Daj mi spokój. - warknął do telefonu, a ja się zdziwiłam.
- To nie ma sensu. Cześć. - rozłączył się i obrócił w moją stronę.
Wyglądał na zaskoczonego moją osobą, ale nie chciał chyba pokazywać tego w jakiś szczególny sposób, bo od razu pokazał swoje dołeczki i pośpiesznie do mnie podszedł. Złożył pocałunek na mym policzku i okręcił dookoła, jak w tańcu przez co się zaśmiałam.
- Tańczysz?
- Nie, ale mogę zacząć. - zaśmiał się głośno i przytulił do mnie.

Siedzieliśmy na kanapie przez kilka następnych godzin, ale w pewnym momencie Hazz dostał telefon, że musi jechać do swojej firmy, bo ktoś nawalił i stracili klientów. Nie wiem czym on się tak właściwie zajmuje, muszę się go później zapytać.
Nie chciałam siedzieć w domu i udałam się na spacer. Chodziłam wcześniej mi znanymi dróżkami i doszłam nad jezioro.
Jest tu naprawdę bardzo ładnie i powiedzmy szczerze.. tylko znikoma ilość ludzi zna to właśnie miejsce. Pewnie dlatego jest takie czyste.. Stanęłam trzymając się za barierkę i patrzyłam w dół.
Lód pokrył całą powierzchnię wody, a śnieg wszystko zasypał. Wygląda to naprawdę pięknie i tak czystko.
Zimne powietrze rozcina moje drogi nosowe, ale specjalnie nie zdaję sobie z tego sprawy. 
- Długo tutaj jesteś?
Chciałam odpowiedzieć 'A co Cię to obchodzi", ale się powstrzymałam. Zamiast tego obróciłam się i myślałam, że to jakieś złudzenie optyczne albo coś. Przede mną stał mój brat. Rozchyliłam popękane z zimna wargi i patrzyłam na niego, jak na ducha.

- Wszystko okej? - Zapytał niepewnie.
Zrobiłam mały pierwszy krok, a zaraz potem następny. Rzuciłam się na jego szyję i przewróciłam go, ponieważ poślizgnął się na lodzie przykrytym cienką warstwą śniegu.
Spadł na tyłek, a ja bałam się tylko o to, żebyśmy nie złamali podłogi w tym moście. Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się śmiać. Pewnie z boku wyglądało to komicznie.
- Cześć brat.
- Cześć mała mendo.
- Dzięki. - Odparłam obrażonym tonem.
- Nie gniewaj się.
- Nie gniewam się, mendo.
- Tak bardzo zabawna.
- Tak bardzo wredny.
- Mhm. - wsadził mi głowę w śnieg.
- Liam, cholera!

W odpowiedzi usłyszałam tylko jego dźwięczny śmiech.
- Może ze mnie zejdziesz?
- Nie, wygodnie mi na Tobie. Jak w pracy? A! Wesołych Świąt!
- Boże, Diana.. - Pokręcił rozbawiony głową. - Tobie również. Prezent mi się podobał.
- Widziałeś go?
- Mhm. Dziękuję.
- Nie ma za co. Jak w pracy?
- Nudno, dużo zamieszania, bo wiesz.. Święta i tak dalej. Przepraszam Cię. Bardzo chciałem z Wami spędzić święta, ale musiałem jechać do firmy. Nic nie potrafią beze mnie zrobić.
- Rozumiem, panie biznesmenie. - Zmrużył oczy.
- Chodźmy do domu, bo zimno.
- Jasne. - Odpowiedziałam i wstałam z niego.
,,Snow is falling, all around me
Children playing, having fun
It's the season of love and understanding
Merry christmas, everyone"
Siedziałam na kanapie w jego ogromnym domu i piłam ciepłą herbatę. On siedział obok mnie. Rozmawialiśmy o świętach, jego pracy, życiu..
Dość nietypowe tematy, jak na brata i siostrę. Ale co ja mogę.. Lubię o tym rozmawiać, a z Liamem szczególnie. Przy nim czuję się tak swobodnie i czuję, że mogę z nim rozmawiać o wszystkim. Dosłownie wszystkim.
Uwielbiam to i myślę, że on też. Zaczęliśmy oglądać świąteczne komedie i tak jakby spędziliśmy świąteczny czas od nowa. Razem. Dowcipkowaliśmy i robiliśmy sobie żarty.
Również je opowiadaliśmy i muszę powiedzieć, że moje poczucie humoru, a także dowcipy są chyba dobre, bo Liam prawie przez cały czas zwijał się ze śmiechu na kanapie.

Od pewnego czasu jakoś dziwnie mi się przyglądał.
- Jestem gdzieś brudna? - Zapytałam  w końcu.
- Nie, ale Twój nos jest strasznie czerwony.
- To przez Ciebie. - Powiedziałam i wzruszyłam ramionami upijając przy okazji kolejny łyk ciepłej cieczy.
- Mhm, jasne. 
- A nie? Wszystko okej? Bo wydaje mi się, że taki jakiś zamyślony jesteś.
- Nie, wszystko okej.
- Kłamiesz.
- Ale.. Jak ty.. skąd ty..
- Odpowiedziałeś bardzo szybko. A potem się zacząłeś jąkać, chociaż mogłeś kłamać dalej.
- Racja.. Ale nie umiem jakoś Ci tego powiedzieć, wiesz? Nie wiem jak.
- Najlepiej od początku i normalnie. Nie stresuj się.
- Więc..
- Nie zaczynamy zdania od więc.
- Diana. - klepnął mnie w ramię.
Byłam ciekawa tego, co chce mi powiedzieć. Zastanawiałam się o czym może tak nieustannie myśleć i co go tak trapi. Nie chcę, żeby miał jakieś problemy. Chciałabym mu pomóc, ale nie wiem czy mogę, czy.. dam radę.
Ale dla niego zawsze mogę spróbować. I zawsze będę próbować, bo rodziny się nie zostawia w potrzebie. Ciekawe, co teraz robi Kate. Muszę do niej zadzwonić, bo ostatnio zaniedbałyśmy kontakty.
Ale w sumie, to była u niej jakieś pięć dni temu i było wszystko okej. Ona wydoroślała i jest piękną kobietą. Moją przyjaciółką, która jest najlepsza na świecie. Swojego stylu co prawda nie zmieniła, ale może to i dobrze?
Jest oryginalna, przebojowa, ma świetny głos, zespół, robi karierę. Jest genialna.
Tak sobie rozmyślałam i nagle z ust Liama padło zdanie, które mnie zniszczyło.
- Kate nie żyje.

_____________________________
Hello.
Mamy trzydziesty pierwszy rozdział, yeah. xD
Zdałam Inwokację, haha. 
Stresowałam się na maksa i było mi tak zimno, jak mówiłam. Ale zdałam i mam spokój. 
Swoje opinie odnośnie rozdziału, bądź może i całego bloga piszcie w komentarzach.
Dziękuje. x

5 komentarzy:

  1. jak to Kate nie żyje ?! że co ?!!!!!!!!!!!!!
    omg

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko! Takiego zakończenia sie nie spodziewałam! Super rozdział:) czekam na następny :)

    @moreofyou_baby

    OdpowiedzUsuń
  3. Cooooooooooooooooooooooooooooooooo. Nie! Nie! Nie! Dawaj mi tu next i to szybko!!! OMG nie wierzę,że Kate nie żyję ;( @zuziatrawiska

    OdpowiedzUsuń