niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział dwudziesty czwarty.

Ostatnie dni były dziwne. Wiadomość, że Liam jest moim bratem totalnie mnie zmieniła. Mnie i relacje, które zbudowaliśmy między sobą. Czasami mam ochotę go pocałować, ale wtedy dociera do mnie, że nie mogę. On ma chyba tak samo..W każdym bądź razie jakoś dajemy radę. Mieszkam w swoim mieszkaniu chociaż moi rodzice zaproponowali mi, żebym mieszkała u nich. Moi rodzice - jak dobrze móc to powiedzieć - są najlepsi na świecie. Pewnego dnia oglądaliśmy zdjęcia i widziałam Liama bez bokserek w wannie. Co prawda miał trzy-cztery latka, ale mniejsza o to haha. Potem zobaczyłam swoje zdjęcie od razu, po urodzeniu. To było jedyne zdjęcie, jakie mieli. Opowiadali mi o tym, jak mnie szukali i nie obyło się bez łez.

- Chcesz coś ze sklepu?
- Nie, dzięki.
- Okej maluszku.
- Masz w łeb.
- Grozisz mi?
- No raczej, nie inaczej. - wystawił mi język i rzucił we mnie poduszką. Menda.
Rzuciłam w niego i rozpoczęliśmy wojnę na poduszki.
- Dzieci! Przestańcie, bo coś zepsujecie!
Przestaliśmy w kilka sekund.Spojrzałam zła na Liama, który nie mógł przestać się śmiać. 
- Wyglądasz.. jak.. - mówił przez śmiech.
- Zniszczyłeś mi fryzurę. - jęknęłam poprawiając włosy.
- Koniec tego. Liam do sklepu miałeś iść.
- Tak, tak.

Po osiemnastej wróciłam do siebie, Liam też. Pisaliśmy ze sobą i muszę stwierdzić, że mam najlepszego brata na świecie. Wszystko między nami okej, ale nigdy nie zapomnę tego, że kiedyś byliśmy razem. Taa...
Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kolację.
Zjadłam wszystko i wypiłam do końca herbatę. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Zaczęłam oglądać Przyjaciół. To już chyba klasyka. Świąteczny odcinek akurat leci. Fajnie, lubię święta. Swoją drogą, to za kilka miesięcy kończę szkołę i bardzo się z tego cieszę.
Kogo niesie o tej godzinie? Wstałam i podeszłam do drzwi, które już chwilę potem otworzyłam.
Mogłam się tego spodziewać? No właśnie chyba nie.
- Czego nie zrozumiałeś w zdaniu ,,Zmarnowałeś swoją szansę, Harry"?
Nie odpowiedział, tylko wszedł do środka i kopnięciem zamknął drzwi. Wyglądał na wkurzonego i to bardzo. Zaczęłam się go bać. Ciągle szedł w moją stronę, a ja się cofałam.Nagle dotknęłam kolanami łóżka i niekontrolowanie na nie spadłam. Leżąc na plecach patrzyłam, jak chłopak o kręconych włosami zbliża się bliżej i bliżej. Potem pochyla się nade mną i zawisa kładąc ręce, po obu stronach mojej głowy. Patrzymy sobie w oczy, a ja czuję, jak moje serce bzyka płuco.
Kiedy próbuję jakoś zejść z łóżka on owija swoje ramię wokół mojej tali i podbierając się na jednej ręce siada i sadza mnie sobie na kolanach.
Kiedy się wyrywam on zacieśnia uścisk powodując, że sztywnieję. Spuszczam głowę, a on dwoma palcami przekręca ją tak, żebym patrzyła mu w oczy. Sytuacja powtarza się jeszcze kilka razy, aż nagle wybucha.
- Spójrz na mnie! - krzyczy, a ja aż podskakuję przez ton jego głosu.
Nigdy nie był aż tak wściekły, przynajmniej nie widziałam go takiego.
- Puść mnie.. - szepnęłam słabo, kiedy ścisnął moje biodra.
Tam miałam jeszcze pozostałości, po tym, co robił mi Edward, czyli mój "ojciec". Moje oczy robiły się cięższe, a bolało coraz bardziej. 
Kiedy Harry zorientował się, że sprawia mi ból natychmiast mnie puścił, a ja opadłam na łóżko. Zwinęłam się w kłębek, a on nie wiedział, co zrobić. Leżałam tak chwilę, a on gładził moje plecy. Było to przyjemne, ale chciałam, żeby on już poszedł.
Wzięłam głęboki oddech i podniosłam się, do pozycji siedzącej. Poprawiłam włosy i załozyłam jeden kosmyk za ucho.
- Czego ty ode mnie chcesz? - wyszeptałam podnosząc wzrok.
- Ciebie. - powiedział najnormalniej w świecie.
- Harry wyjdź, proszę Cię wyjdź.
- Nie zrobię tego. 
- Zadzwonię po po
- Nie zrobisz tego. - stwierdził pewny siebie.
- Nie zrobię, jeśli wyjdziesz.
- Wysłuchaj mnie.
- Ja już wysłuchałam za dużo. Zobaczyłam też za dużo. 
- Kendall jest
- Twoją dziewczyną?  - wtrąciłam mu.
- Nie, ona jest
- Dziewczyną do łóżka?
- Diana..
- No co? Skoro nie, to kim ona dla Ciebie jest.
- To znajoma, tylko znajoma.
- To fajnie. Teraz wyjdź.
- Ja i ty wiemy, że tego nie chcesz.
- Skąd możesz wiedzieć czego chcę, co? - prychnęłam.
- Bo Cię znam.
- Nie, nie znasz.
- Przestań.
- To ty przestań. Daj mi spokój ja już za dużo wycierpiałam. Chcesz mnie dobić? Śmiało, dawaj.
- Wiem i przepraszam za to. To nie miało tak być.
- Tyle to ja wiem.
- Naprawdę chciałem się z Tobą spotkać, ale miałem tyle na głowie. Musiałem wysyłać papiery na uczelnię. Czekałem na odpowiedź, byłem kłębkiem nerwów.
- I miałeś Kendall w dodatku.
- Przestańmy o niej mówić. Ona się nie liczy. Nigdy nie zastąpi Ciebie, nigdy nie będzie taka jak ty. Nigdy nie będzie lepsza.
- Skoro tak, to dlaczego wtedy, jak dzwoniłam..
- Byłem po imprezie, byłem pijany. Ona nie jest ważna. Liczysz się tylko ty, tylko musisz w to uwierzyć, musisz mi uwierzyć..
- A ty co myślisz, że Ci wierzę? Po tym, co widziałam?
- Myślę, ze jesteś wkurzona.
- To dobrze myślisz.
- Myslę też, że za mną tęskniłaś.
- Myślisz jeszcze lepiej.
- Naprawdę tęskniłaś?
- Taak.. Bardzo. Było mi smutno i przykro, bo.. sam rozumiesz. Chyba domyślasz się, jak mogłam się poczuć kiedy zobaczyłam Was..
- Tak. I przepraszam za to. Usiądziesz?
- Mhm. - Wdrapałam się na Jego kolana. 
- Fajnie Cię znowu mieć tak blisko.
- Ciebie też.
- Przepraszam za to, że wyrządziłem Ci krzywdę. I psychiczną i fizyczną.. dzisiaj. Przepraszam.
- Pewnie tego pożałuję, ale wybaczam Ci.
- Noski na zgodę?
- Nie mam pięciu lat. - zachichotałam i pociągnęłam nosem.
- Tylko nie płacz. No dalej..
- Nie-e. - potarł swoim nosem mój z kilka razy z obu stron na zmianę, a ja uśmiechnęłam się do siebie.


________________________________
Cześć i czołem.
Ten jest dłuższy, a tak mi się przynajmniej wydaje. Pod ostatnim rozdziałem było tylko 9 komentarzy. Nie zależy mi tylko i wyłącznie na nich, ale spójrzcie: 
Jest różnica, prawda? Wiem, ze ciągle zrzędzę, ale komentarze mnie naprawdę bardzo motywują. Kiedy je czytam, to normalnie ciesze się, jak małe dziecko! :D
Btw. Wszyscy znów kochają Harry'ego? Haha. x

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział dwudziesty trzeci.

Mieszkam już od dwóch miesięcy w tym mieszkaniu. Liam bardzo mi pomaga, a Kate go nawet polubiła. Stwierdziła, że jesteśmy do siebie podobni. Podoba mi się to mieszkanie i wszystko tutaj. W szkole, jak w szkole - do bani.
Mam pełno sprawdzianów i testów, no bo to przecież ostatni rok. Chciałabym iść na studia. Myślałam o  fotografii. Tak naprawdę, to uwielbiam robić zdjęcia. Najbardziej roślinom i różnym widokom, ale myślę, że poradziłabym sobie z wszystkim, co miałabym sfotografować. 
Właśnie wracam ze szkoły. Jestem bardzo zmęczona i pójdę spać. Po wejściu do mieszkania rzuciłam torbę na krzesło i napiłam się soku w kuchni. To życie jest inne.

Jestem cały czas sama, jest tu tak pusto.. W sumie nic się nie zmieniło, tylko różnica taka, że tu mnie nie biją, nie krzyczą i mam spokój.
Dostałam telefon, który zwalił mnie z nóg. Moi rodzice, oni.. odnaleźli się!
Serce biło mi sto razy szybciej, a uśmiech nie schodził z twarzy.
Zapisałam adres, który podał mi komisarz Malik (Pasuje idealnie do tej roli, prawda? :D) i wyszłam z domu. Było to nawet blisko, bo kilka ulic. Mieszkali tak blisko mnie, a ja nie miałam o tym pojęcia. Zamknęłam dom i zaczęłam iść w kierunku mojego nowego życia.

Całą drogę zastanawiałam się jak i co mam powiedzieć, kiedy otworzą mi drzwi. Dzień dobry, jestem Diana Jones i jestem pańską zaginioną córką? To idiotyczne, co ja mam powiedzieć? Kiedy doszłam pod podany adres myślałam, że zabłądziłam. Cholera, przecież ja znam ten dom. Wiem nawet, kto tam mieszka. To musi być pomyłka. Podeszłam do drzwi i otworzył mi starsza kobieta.
- Diana witaj!
- Dzień dobry. - powiedziałam.
Weszłam do środka, a pani tego domu zrobiła nam herbatę. Usiadłam na kanapie, a ona na fotelu.
- Więc co Cię tutaj sprowadza?
- Ja.. Wie pani jaka jest sytuacja u mnie w domu, wie pani o rodzicach, że są w więzieniu..
- Tak, bardzo mi przykro.
- Chciałam odnaleźć moich rodziców i dziś dostałam adres, pod którym mogę ich znaleźć.
- To świetnie! Mogę z Tobą jechać do ich domu, jeśli chcesz.
- Ale.. Ja właśnie jestem w tym domu.
Kiedy to powiedziałam kobieta zbladła. Nie odzywałyśmy się jakiś czas, ale ona przerwała tę ciszę.
- Ja nie wiem, co mam powiedzieć.
- Nie chcę, żeby to była prawda. Muszę zadać to pytanie i wiem, że to zabrzmi głupio, ale czy porwano pani dziecko? Siedemnaście lat temu?

- Ja.. Tak. To jest dla mnie nowe doznanie, uczucie. Moja córka.. Ja leżałam w szpitalu, a pielęgniarka ją zabrała, bo moja malutka mogła umrzeć. Była chora, ale nie wiem czy wyzdrowiała. Ktoś mi ja zabrał, moje małe słoneczko. Jedyną córkę. Nie miałam jej nawet na rękach. Byłam wtedy w Los Angeles, pracowałam tam.
W tym momencie dotarło do mnie, że to prawda. To nie mógł być przypadek. Te artykuły, które czytałam, wszystko się zgadzało i to było najgorsze.
- Jak masz na imię? - zapytała ocierając łzy.
- Diana Jones.
- Masz moje oczy, wiesz? Jesteś do mnie bardzo podobna, ale.. to się wydaje takie nie możliwe, żebyś była moją córką. Moja córka miała na imię Alice.
- Mam tak na drugie imię. - szepnęłam, a kobieta wybuchnęła płaczem i mnie przytuliła. Moje oczy się zaszkliły, ale nie pozwoliłam im wypłynąć.
- Moja córka się odnalazła, mam córkę. - powiedziała śmiejąc się przez łzy.
Z jednej strony jestem szczęśliwa, bo moi rodzice się odnaleźli, a z drugiej nienawidzę tego. Jeśli to są moi rodzice, to ich syn jest..

- Dzień dobry, mamo. - usłyszałyśmy, a do pokoju wszedł..
- Dzień dobry, Liam.
- O, cześć kochanie. - podszedł i chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się. - Coś nie tak? - zapytał, a ja wybuchnęłam płaczem. On nie może być, nie to niemożliwe.. Nie!
- Diana co się dzieje, mamo? - spojrzał na swoją mamę wyczekując od niej odpowiedzi.
Kobieta popatrzyła na niego smutno, a potem na mnie i znów na niego.
- Liam, pamiętasz, jak opowiadałam Ci, że porwali mi w szpitalu dziecko?
- Mamo nie mów o tym. - warknął stanowczo.
Widać, że nie lubi tego tematu.
- Twoja siostra się znalazła, Liam.
- Co? Boże jedźmy do niej! - krzyknął.
- Ale Liam, ona już tu jest. Stoi obok kanapy. - powiedziała smutno i popatrzyła na mnie.
Liam patrzył to na mnie, to na swoją rodzicielkę i co chwila zamykał i otwierał usta próbując coś powiedzieć.
- A..ale.. To nie możliwe. Ona jest moją dziewczyną, a nie siostrą co wy..
- Liam, to prawda. - szepnęłam słabo, a łza spłynęła po moim policzku.
- Ja.. zostawię Was samych. - powiedziała mama Liama i.. moja, a potem wyszła z pokoju.

Staliśmy w ciszy, nikt się nie odzywał. Zerkałam na niego co chwila ukradkiem. Siedział opierając łokcie o rozszerzone kolana i wpatrywał się w ciemną podłogę. Chłopak, którego kochałam okazał się moim bratem. Jego mama moją mamą, tata tak samo. Jest teraz w pracy i jeszcze nie wiem o tym, że jego córka - czyli ja - się odnalazła. Pewnie przeżyje duży szok zresztą, jak my wszyscy.
- Przepraszam.
- Za co?
- Nie powinniśmy tego robić. Całować się i tak dalej, my.. Jezu ja mam siostrę, ja.. Siedemnaście lat czekałem na Ciebie, a teraz.. to jest po prostu..
- Cśiii, spokojnie. - podeszłam i go przytuliłam.
- Zawsze Cię będę kochał, Diano. Zawsze. Tylko, że od teraz trochę inaczej.
- Też Cię kocham, Liam. Jak brata.
- Siostra.
- Brat.
- Kocham Cię, siostro.
- Ja Ciebie też, bracie. - powiedziałam i się rozpłakałam.
To za dużo, o wiele za dużo...


___________________________________
Nie dałam rady dodać dwóch wczoraj.. Jest u mnie żona brata no i brat, a ich często nie widzę, więc chcę się nimi nacieszyć. Myślę, że rozumiecie. ♥

piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział dwudziesty drugi.

- Drugie piętro. - podała i kluczyki. - Iść z panią?
- Nie, nie trzeba. Dziękuję.
Zabrałam klucze i zaczęłam wchodzić schodami. W sumie dobrze, ze nie ma windy. Przynajmniej spalę wszystkie te lody zjedzone z Kate. Wbiegłam podekscytowana na to drugie piętro i odnalazłam mieszkanie pod numerem siódmym. Oby to byłą szczęśliwa siódemka.Przekręciłam klucz w zamku i weszłam do środka. Na razie jest dobrze, weszłam dalej i się uśmiechnęłam. Wszystko tak, jak na zdjęciach. Podoba mi się to mieszkanko. Zaczęłam oglądać każdy detal i zaczynało mi się podobać coraz bardziej.
- Podoba się? - zobaczyłam kobietę, która chcę mi wynająć to mieszkanie.
- Oczywiście! Jestem zdecydowana, biorę je.
- To się cieszę. Chodź skarbie, podpiszemy umowę.
Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy powiedziała skarbie. Starsi ludzi zawsze tak mówią do nastolatek? Ta kobieta ma już z sześćdziesiąt lat, a wygląda dobrze. Chciałabym tak wyglądać w jej wieku.

Usiadłyśmy na kanapie i przeczytałam ze spokojem umowę. Wszystko sie zgadzało i odpowiadało mi, więc podpisałam papiery i otrzymałam klucze.
- Wprowadzasz się dziś? Jak tak, to mogę pomóc przy torbach, albo kartonach.
- Myślę, że dziś. I dziękuję, ale poradzę sobie. Niech się pani nie przemęcza.
- Młoda damo ja nie jestem taka stara. Może i mam swoje lata, ale krzepa taka sama jak czterdzieści lat temu. - powiedziała dumnie.
- Dobrze, przepraszam.
Uwielbiam tą kobietę, haha.
Wróciłam do domu po swoje rzeczy. Czuję się dziwnie, bo wychowałam się tu, a teraz będę mieszkać sama.
Weszłam do salonu i zaczęłam wynosić swoje ubrania, książki i tak dalej przed dom. Wynajęłam jakiegoś busa transportowego, więc pójdzie łatwo. Wyniosłam torbę schylając się w pół i zobaczyłam ciemne buty. Powoli podniosłam wzrok i zobaczyłam kogoś, kogo nie widziałam od bardzo dawna.
- Pomóc?
- Nie. - odburknęłam i zniosłam torbę po schodkach.
- Może jednak?
- Zostaw mnie.
- Diana..
- Już nie Kendall? No popatrz.. - prychnęłam.
- Daj spokój.
- Daj spokój? Czy ty siebie słyszysz? 
- Dlaczego się wyprowadzasz?
- Nie Twój interes.
- No właśnie tak trochę mój, bo jak będę chciał Cię odwiedzić, to chyba muszę raczej wiedzieć, gdzie mieszkasz.
- Będziesz chciał mnie odwiedzić? Zabawne. Nie widziałam Cię przez miesiąc, a ty myślisz, że jak przyjdziesz, to wszystko będzie tak, jak wcześniej? Muszę Cię zdziwić. Nie będzie.
- Wiem, że jesteś zła i
- Zła? Nie.. Jestem wkurzona.
- Wiem, ale ja szukałem studiów, już studiuję i zrozum..
- Gratulacje. A teraz daj mi spokój.
- Diana..
- Nie dotykaj mnie.
- Lubiłaś to.
- Skąd możesz to niby wiedzieć? - wywróciłam oczami.
- To widać. Jesteś o mnie zazdrosna, podobam Ci się, lubisz jak Cię całuję - wymieniał, a ja musiałam się z tym zgodzić.
- Wybrałeś ją, więc sam rozumiesz.
- Kto powiedział, że ją wybrałem? - powiedział i naparł na mnie przyciskając do drzwi.
- Dzwoniłam, a ona była z Tobą. Powiedziałeś do niej baby! - pisnęłam i poczułam , jak w moich oczach kumulują się łzy.
- Do ciebie też mam tak mówić?
- Odsuń się. - warknęłam.
- Nie płacz.
- Odsuń się.
- Nie do puki nie powiesz mi, dlaczego się wyprowadzasz. - potarł swoim nosem o mój.
- Chcesz wiedzieć dlaczego? - prychnęłam. - Dobrze. Wyprowadzam się dlatego, że moi rodzice są w więzieniu. Oni mnie okłamywali, a moja matka porwała mnie, jak byłam mała. Nie mam rodziców, przynajmniej ich nie znam i próbuję znaleźć. Mam już dosyć tego, że mnie bił. Ona też, czasami, ale on częściej. Szczególnie, jak był pijany. Miałam tyle siniaków, nie mogłam czasami chodzić. Ale co ty możesz o tym wiedzieć. Po prostu mnie zostaw. - zaczęłam płakać i go odepchnęłam.
Ale ponownie mnie przyparł do drzwi. Patrzył mi w oczy, a ja zobaczyłam w nich.. ból? Może nawet smutek. Nienawidzę sprawiać, że inni są smutni. Czuję się źle, chociaż to on nawalił.
- Lepiej będzie, jak przestaniemy się spotykać. - szepnęłam słabo.
- Nie, nie będzie.
- Po prostu odpuść. - powiedziałam i zaczęłam wnosić torby do auta.
- Pomóc?
- Tak, dziękuję. - uśmiechnęłam się do kierowcy.
- Diana.. Daj mi szansę.
- Pamiętasz wtedy na obozie? Prosiłeś o szansę, na poznanie mnie.
- Tak.
- A ja odpowiedziałam, że jeśli ją zmarnujesz, to drugiej nie dostaniesz.
- Pamiętam.
- Właśnie zmarnowałeś swoją szansę, Harry.

______________________________________
Wiem, że jest bardzo krótki. Ale jeśli dobrze pójdzie i Wy będziecie tego chciały, to może dodam kolejny rozdział już dziś. Ale muszę go najpierw napisać. xD

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział dwudziesty pierwszy.

- Spokojnie, Diana. Nie płacz, proszę.. - gładził moje włosy i zjeżdżał dłonią na plecy.
Wzięłam kilka oddechów i uspokoiłam się. Nie patrzyłam na niego. Nie miałam odwagi. Teraz już wie o tym wszystkim. Nawet Kate nie wiedziała, że Edward mnie bił. A on wie.
- Boże.. jestem takim idiotą. Nie powinienem pytać.
- Liam nie jesteś idiotą. Skąd miałeś wiedzieć.. 
- I tak nie powinienem pytać. Nie powinienem Cię tu zabierać. Całować też, ale tak cholernie mnie do Ciebie ciągnie. Jesteś inna, w dobrym sensie. Wyróżniasz się, kocham Twój śmiech i to, że kiedy się wstydzisz, to spuszczasz głowę. Nawet teraz. - podniósł dwoma palcami moją brodę tak, że patrzyłam mu w oczy.
To, co powiedział było takie szczere i.. miłe? Tak, to było miłe i urocze. Ale czy ja i on.. razem? Nie umiem sobie tego wyobrazić.
- Myślisz, że moglibyśmy spróbować?
- Ja nie wiem. Naprawdę..
- Rozumiem, za szybko.
- Trochę..
- A przytulisz mnie chociaż?
- Okej. - zachichotałam cichutko.
Chciałam go przytulić, ale on złapał mnie pod pachami i usadził okrakiem na kolanach.
- Tak lepiej. - powiedział i objął mnie w tali przyciągając do siebie. - Wyglądasz seksownie w moich ciuchach, wiesz?
Czułam, że się rumienię, ale na szczęście on nie mógł tego zobaczyć, bo moja głowa była na jego torsie.
 - Tak bardzo bym chciał, żebyś była moja, żebyś mnie kochała. Potrzebuję takiej osoby, jak ty. Potrzebuję Ciebie.
- Liam..
- Daj mi szansę, daj nam szansę.
- Myślę, że.. możemy spróbować.
- Jezu, dziękuję.. - przytulił mnie mocno.
- Ale jeśli nam nie wyjdzie, to
- Nie myśl o tym. Ma być dobrze i nam wyjdzie, okej?
- Okej.
- Buzi.
Zachichotałam i cmoknęłam jego usta.

Niechętnie wróciłam do domu. Edwarda i Judy nie było. Całe szczęście. Poszłam do swojego pokoju i rozłożyłam się na łóżku. Wpatrywałam się w biały sufit, a serce waliło mi, jak młotem. Mam chłopaka. To jest niesamowite i takie ekscytujące. Dzięki Liamowi zapomniałam o wszystkich problemach, choć na chwilę.
Muszę posprzątać w tym pokoju. Zaczęłam od wycierania z kurzu najwyższych półek. Potem te niższe, biurko. Poukładałam ciuchy w szafach. Pozamiatałam i umyłam podłogę, a potem odkurzyłam dywan. Pościeliłam łóżko i przewietrzyłam pokój. Trochę świeżego powietrza nie zaszkodzi, prawda?
Potem zrobiłam sobie kolację. Sałatka z pomidora i trochę pieprzu. Lubię tak jeść. Usiadłam przed telewizorem i zaczęłam myśleć co ja zrobię.

Mój telefon zaczął wibrować, więc wyciągnęłam go z kieszeni spodni. Nieznany.
- Halo?
- Dobry wieczór, tutaj komisarz Malik. Znalazłem informację o pani rodzicach. Prawdopodobnie przebywają gdzieś w Sheffield bądź w Manchesterze.
- Na prawdę?
- Tak wynika z moich ustaleń. Musimy to sprawdzić, aby nie pewność, ale takie są przypuszczenia. Chciałbym również poinformować panią o tym, że Pani Judy oraz Edward Jones zostali aresztowani. Przyznali się do winy i za kilka dni odbędzie się rozprawa w sądzie. Musi się pani stawić.
- Dobrze, dziękuję za telefon. Miłego wieczoru.
- Dziękuję i wzajemnie.
- Dziękuję.
Rozłączył się, a ja poczułam dziwne coś w moim brzuchu. Moi rodzice mogą być w tym mieście, a ja nie mam pojęcia gdzie ich szukać. Tak bardzo chciałabym ich poznać.. Ale muszę czekać, dam radę. '

*22 września*
Mieszkałam sama przez kilka dni. To było dziwne, bo w domu było tak cicho. Spotkałam się raz z Kate, żeby się wygadać. była w szoku, ale wsparła mnie dobrym słowem no i.. znów poszłyśmy na lody.
Będę gruba, ale dla niej warto.
W szkole sprawdziany, kartkówki, upierdliwi ludzie, nauczyciele, wczesne wstawanie.. Nienawidzę tego.Jestem tak bardzo zestresowana. Dzisiaj ta rozprawa, a ja nie mam pojęcia jak się zachowywać, co mówić. Spotkałam się z tym komisarzem. Jak mu tam.. Malik? Tak, Malik.
No ale mniejsza o nazwisko. Spotkałam się z nim i wyjaśnił mi wszystko.
Okazało się, że dostanę jakieś odszkodowanie.

Ucieszyłam się, ponieważ niedługo skończę osiemnaście lat i chcę kupić swój dom. Dobra, za bardzo się rozpędziłam. Chcę wynająć mieszkanie, tak, to brzmi lepiej.
Chciałabym też iść na studia. Ale najpierw muszę gdzieś mieszkać  i mieć za co żyć. Musze znaleźć też pracę.

*25 września*
Cholernie trudne to wszystko. I jeszcze Harry. Nie napisał, nie zadzwonił.. Byłam na niego wściekła, jednak chciałabym go zobaczyć i z nim porozmawiać. Wyjaśnić wszystko, ale nie mam jak. Nie odbiera, nawet pojechałam do niego. Pukałam w drzwi jak idiotka, dzwoniłam dzwonkiem.
Pochodziłam trochę po Londynie, a potem poszłam pod jego dom raz jeszcze. Też nie otworzył. Było dla mnie jasne, że on chyba nie chce już utrzymywać kontaktu, bo nie odbierał przez kolejny tydzień. Po rozprawie zaczęłam poszukiwania. To tej pory znalazłam dwa mieszkania, które by mi odpowiadały.
Nie za duże, nie za małe. Idealne. Nie mogę wybrzydzać.

Ktoś dzwoni, odebrałam.
- Hej, mała. Jak Ci idzie?
- Hej! Tylko nie mała. - jęknęłam do telefonu i usłyszałam jego śmiech. - Ha, ha bardzo śmieszne. Jesteś wyższy to nie fair, ale dobra. Znalazłam dwa mieszkania, ale to pierwsze mi pasuje bardziej. Mniejsza cena, ma trochę mniejszy metraż, niż to drugie, ale ja nie chcę dużego mieszkania, więc chyba wiem już, gdzie będę mieszkać. Poza tym w tym pierwszym ta kobieta, co to wynajmuje jest milsza.
- Oj, kochanie. Straaasznie dużo mówisz, jak jesteś podekscytowana.
- Nie śmiej się!
- Okej, okej. Jak w szkole?
- A jak może być w szkole?
- No tak. - westchnął i teraz to ja zaczęłam się śmiać.
- Dzieki.
- No ej, nie obrażaj się.
- Spotkamy się dziś?
- Nie mogę dzisiaj. Chemia i biologia.
- A jutro?
- Matma i fizyka.
- A pojutrze? - pisnął.
- Histo
- Uh..
- Przepraszam..
- To nie Twoja wina. Możemy się uczyć razem, co ty na to?
- Lubię się sama uczyć.
- Diana - jęknął. - Nie rób mi tego..
- Oh, Romeo. Dasz radę.
- Potrafisz być wredna.
- Mam jeszcze więcej talentów, o których nie wiesz. - powiedziałam rozbawiona.
- Tak? Na przykład jakich?
- Nie ważne. Idę po książki. Miłego wieczoru.
- Tak, Tobie również.
- No ej, przecież wiesz, że będę się uczyć.
- Też potrafię być wredny.
- Mhm.
- Bedzie foch?
- Może.. Pa,:Liam.
- Pa.

______________________________
 Taka niespodzianka. Pytacie o Harry'ego. Spokojnie - pojawi się w następnym rozdziale.
Macie pytania? Piszcie w komentarzach bądź na Twitterze pod hashtagiem #BetterNothingFF.
Love. x

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział dwudziesty.

- Liam, gdzie idziemy? - jęczałam przez całą drogę.
- Spokojnie, jeszcze chwilę. - był wyraźnie rozbawiony.
Zatrzymaliśmy się przed domem, a on puścił psa, który pobiegł do domu. Wszedł przez to coś dla kota zostawiając mnie samą z Liamem na środku chodnika.
- To Twój dom, prawda?
- Tak. - zbliżył się.
- Ładny. - stwierdziłam z uznaniem.
- Nie tak ładny, jak ty. - powiedział i mnie pocałował.
To co zrobił totalnie mnie zaskoczyło. Po prostu nie spodziewałam się tego. No bo skąd miałam wiedzieć, że on mnie pocałuje? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mi się to spodobało. Skarciłam się za to w myślach i przygryzłam dolną wargę spuszczając głowę, kiedy przestał.

Wprowadził mnie do domu i pomógł zdjąć kurtkę. Byłam cała mokra. Byliśmy.
- Chcesz wziąść prysznic?
- Nie mam rzeczy, na przebranie.. Powinnam już iść do domu.
- Dam Ci swoje i nie, powinnaś zostać. 
Westchnęłam zrezygnowana i czkałam na chłopaka.
- W łazience masz rzeczy. Najmniejsze, jakie znalazłem.
- Dzięki. - wstałam i zaczęłam iść. No tak. - Gdzie jest łazienka? - powiedziałam i odwróciłam się do niego.
- Już. - podbiegł i mnie do niej zaprowadził.
Weszłam i zamknęłam drzwi na zamek. Rozejrzałam się po pokoju i stwierdziłam, że jego rodzice mają gust. No właśnie.. A może on mieszka sam? Jest jakimś gwałcicielem i.. Nie, Liam nie wygląda na takiego.
Ale z drugiej strony mówi się, że nie można oceniać książki po okładce. Cholerka.
Rozebrałam się niepewnie i weszłam pod prysznic. Zaczęłam myć swoje ciało, a potem włosy. Spłukałam dokładnie pianę i wyszłam z kabiny. Zaczęłam się wycierać. Owinęłam się w ręcznik i suszarką zaczęłam podsuszać moją lekko pomoczoną bieliznę. Kiedy była wystarczająco sucha, to założyłam ją, a potem ubrania od Liama. Spodnie były za duże, a koszulka sięgała mi prawie do kolan. 

Zrobiłam kilka kroków i potknęłam się o jedną z nogawek. Taa, zabiję się w nich. Ściągnęłam dresy i zostałam w samej, ogromnej granatowej koszulce. Podsuszyłam włosy i wyszłam z łazienki. Zostawiając mokre ślady stóp doszłam do salonu. Siedział tyłem do mnie na kanapie i oglądał mecz koszykówki. Nagle obrócił głowę i zmierzył mnie od góry do dołu. Poczułam gorąco na policzkach i spuściłam głowę pozwalając moim włosom zakryć twarz. 
- Usiądź, na stoliku masz herbatę. Ja też wezmę prysznic i zaraz jestem.
I już go nie było. Rozejrzałam się po całym tym ogromnym pomieszczeniu. Szare ściany, na ścianie telewizor plazmowy, a przed nim stolik i duża beżowa kanapa. Meble były brązowe i ciemne. Salon połączony z kuchnią. Nowoczesność i cegła. Wszystko wyglądało świetnie, ciekawe, czy to on, czy jego rodzice to urządzali.

Usiadłam na kanapie i wzięłam biały kubek do rąk. Upiłam łyk, a przyjemne ciepło rozlało się po moim przełyku. Patrzyłam jak bardzo, ale to bardzo wysoki chłopak robi wsad do kosza. Chciałabym tak umieć, ale jestem za niska. Nienawidzę tego, ale z drugiej strony mogę nosić każde, ale to każde szpilki, a i tak będę dobrze wyglądać przy chłopaku.
Chyba jedyny plus. Upiłam kolejny łyk i patrzyłam na ekran z zainteresowaniem. Tak, jestem dziewczyną i lubię sport. Uwielbiam. Chwilę później obaczyłam Liama, który siadał właśnie obok mnie.
- Mogę Cię o coś zapytać? 
- O wszystko.
- Ile masz lat?
- Dwadzieśćia.
- O-och.. okej.
- Coś nie tak?
- Nie, tylko.. jesteś starszy i pełnoletni. Myślałam, ze mieszkasz z rodzicami i um.. - zacięłam się.
- Ile masz lat?
- Siedemnaście. - mruknęłam cicho.
- Prawie dorosła jesteś. Przeszkadza Ci taka różnica wieku między nami?
Mówi zupełnie tak,. jakbyśmy byli parą. A nie jesteśmy.
- Nie, to znaczy.. nie.
- Powiedz prawdę, boisz się mnie?
- Liam, ja.. nie, może trochę. Ale zrozum mnie. Zabierasz mnie do domu tak o. Okazuje się, że nie jesteś w moim wieku. Masz dwadzieścia lat, a ja siedemnaście.Pocałowałeś mnie dwa razy, teraz siedzę tu w Twojej koszulce i to.. trochę dziwne. To się dzieje za szybko.
- Nigdy, nigdy bym Cię nie skrzywdził Diano. Chcę, żebyś to wiedziała. Rozumiem to, że się wystraszyłaś, ale nie jestem jakimś zwyrodnialcem. Po prostu Cię lubię i chciałem być miły.

Teraz zrobiło mi się głupio. On chciał dobrze, a ja na niego nacisnęłam.

- Przepraszam.
- Nie, to ja przepraszam. Wiem, jak to wygląda, ale nie chciałem, żeby właśnie tak było. Między nami wszystko dobrze? - stuknął mnie lekko ramieniem posyłając szeroki uśmiech.
- Jasne. - uśmiechnęłam się. - Opowiedz mi coś o sobie.
- Nienawidzę tego, ale dobra.
- Coś nas łączy. - zaśmiałam się, a on dołączył.
- Otóż nazywam się Liam Payne i mam dwadzieścia lat. Jestem trenerem boksu, sam również trenuję. Mam kilka siłowni i klubów. Nie mam ulubionego koloru, ani piosenki. Lubię chińszczyznę. Teraz Twoja kolej.
- Wow. - wydukałam tylko i popatrzyłam na niego.
- No dajesz, dajesz.
- Okej, więc mam na imię Diana Jones i mam siedemnaście lat. Chodzę do szkoły, a moje życie jest strasznie nudne i okropne.
- Nie może być aż tak źle. - zaśmiał się pokrzepiająco.
- Oj uwierz, że może..
- Co jest takiego okropnego? - zapytał rozbawiony.
- Nie wiem, czy powinnam Ci o tym mówić..
- Obiecuję, że nikomu nie wygadam. Słowo harcerza.
- Byłeś harcerzem?
- Nie zmieniaj tematu, panno Jones.
- Ugh.. Chodzi o to, że um.. mam problemy z rodzicami.
- Chyba jak każda nastolatka, co? 
- Nie... Te moje problemy są troszkę inne.
- Dawaj.
- Dowiedziałam się, że moi rodzice nie są moimi rodzicami. Siedemnaście lat temu kobieta, która podawała się za moją matkę mnie ukradła. Ojciec, który nie jest moim ojcem zdradza matkę, która tak naprawdę nie jest moją matką, a ona robi to samo. Dodatkowo dostałam już kilka razy od mojego ojca i - czułam jak moje oczy zaszły łzami - on mnie bił, a matka nie zwracała na to uwagi. Teraz powiedzieli, że - pociągnęłam nosem - jak skończę osiemnaście lat, to mam się wyprowadzić, ale ja nie mam żadnej rodziny, bo wszyscy Ci, których brałam za rodzinę nią nie są i.. - teraz już płakałam.
- Jezu.. - szepnął i mnie przytulił.
Płakałam w jego koszulkę, a on gładził moje plecy i szeptał do ucha, że będzie dobrze, ale wiem, ze nie będzie. Nic już nie będzie takie samo.
__________________________________
Wszyscy kochają Liama, hahah. Rozdział jest jaki jest. Wiem, że trochę krótki, ale chciałam, aby zakończył się właśnie na zdaniu ,,Nic już nie będzie takie samo."
Dostaję tyle miłości od Was w komentarzach. Też Was kocham! 
Mam najlepszych czytelników! <3
Jeśli macie jakieś pytania, to zadawajcie na Twitterze i dopisujcie do tweeta: #BetterNothingFF.
Wybiorę kilka fajnych i odpowiem przy następnym rozdziale. xX

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział dziewiętnasty.

- Kochanie, mogłabyś mi pomóc?
- Jasne. - powiedziałam i podeszłam do chłopaka. Poprawiłam mu przy okazji koszulkę lekko ją prostując.
Wyszliśmy z domu i udaliśmy się do parku na spacer. Złączył nasze dłonie i pomaszerowaliśmy dalej. Był dzisiaj koncert. Wymijaliśmy ludzi, aby znaleźć się jak najbliżej sceny. Zauważyłam kogoś znajomego. Te ciemne włosy,czarna koszulka.
- Chyba widzę mojego znajomego. - powiedziałam.
- To podejdźmy.
Złapałam go za rękę i poszłam w kierunku chłopaka i jakiejś dziewczyny.
- Diana? - usłyszałam i od razu poznałam ten głos.
- Cześć. - powiedziałam nieśmiało.
Zmienił się i to bardzo.
- Kochanie poznajesz Dianę, prawda?
- Jasne. Kendall. - wyciągnęła rękę w stronę Liama, a on ją uścisnął.
- Liam. - zwrócił się do Harry'ego.
- Harry. - wymienili męski uścisk dłoni. - Wy jesteście razem?
- Tak, a wy?
- Tak. Nie widzieliśmy się dziesięć lat, co nie? Szmat czasu. - zaśmiał się i pocałował ją.
- Prawda. - Liam mnie przytulił. 
- Skoro już się spotkaliśmy, to chcielibyśmy Was zaprosić na ślub. 
Myślałam, że zemdleję. Samo to, że on jest z nią mnie boli, a oni chcą brać ślub i..
- Jak urodzi się nasze dziecko, to może chciałabyś zostać ciocią, co? Taką dalszą.

Obudziłam się z krzykiem. Płakałam przez sen, ale dlaczego? Oh, ten sen, a raczej koszmar. On był z nią i mieli mieć dziecko, mieli brać ślub. A ja byłam z Liamem. To najdziwniejszy, a zarazem najrealistyczniejszy sen na świecie. Napiłam się wody i powróciłam do spania. 

Obudziłam się, a ból w plecach przeszył moje ciało. Upadłam na poduszki i nie mogłam wstać przez bite dziesięć minut. Dziś niedziela.
Spojrzałam na godzinę. 11:23. Ładnie sobie pospałam, no nie powiem., że nie. Wyczołgałam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam orzeźwiający prysznic i wysuszyłam mokre włosy. Spięłam je z tyłu spinką, aby nie spadały mi na oczy i wyszłam z pomieszczenia.
Zrobiłam sobie kanapki z nutellą na śniadanie. Zjadłam trzy i wypiłam zwykłą herbatę z cytryną. Obejrzałam poranne wiadomości i opatuliłam się kocem. Mówili coś o napadzie na bank, ale nie interesowało mnie to zbytnio. Wszystko było super do momentu, w którym przypomniałam sobie o tym, że moi rodzice nie sa moimi rodzicami. 
Chciałabym odnaleźć tych prawdziwych, ale jak ja mam to niby zrobić. Może pójdę do jakiegoś bióra tak, jak na filmach? 
Wstałam i poszłam do pokoju i zabrałam laptopa. Wpisałam pewne hasło w wyszukiwarce i od razu wyskoczyło mi dużo stron. Kilka nagłówków przykuło moją uwagę.
Kradzież dziecka w szpitalu. 
Pod nieobecność lekarzy ukradziono małą dziewczynkę ze szpitala w Los Angeles.
Porwanie dziecka ze szpitala.
Zaczęłam czytać to wszystko i przeraziłam się. Czytałam i czytałam, aż w końcu natrafiłam na jakieś zdjęcie. Jak się okazało moich rodziców. Prawdopodobnie, bo pewności w stu procentach nie mam, ale.. Ta kobieta jest tak podobna do mnie, a ten mężczyzna i jego oczy.. mam takie same, ten kolor..

Wróciłam z komisariatu. Powiedziałam jakiemuś policjantowi o tym co wiem, a także pokazałam wydruki z tych stron. Oglądał wszystko uważnie, wykonał kilka telefonów i powiedział, że jeśli będzie coś wiedział, to się ze mną skontaktuje. Usiadłam w salonie i myślałam o tym, co będzie. Co ja dalej zrobię? Oni mnie wyrzucą za dwadzieścia dni. Tak, dokładnie wtedy mam urodziny. Może mogłabym się zatrzymać u Kate, albo.. No właśnie, nie ma żadnego albo. 
Zadzwonię do niej i pogadamy. Ale najpierw porozmawiam z ciocią. Ona jedyna wydaje się być normalna w tej "rodzinie".  Oh tak, zapomniałam. Przecież ona nie jest moją ciocią. To wszystko jest idiotyczne i takie trudne.
Ludzie, z którymi rozmawiałam o wszystkim są tak naprawdę obcymi osobami. Kiedy byłam na policji powiedzieli, że aresztują Judy i Edwarda. To oni podawali się za moich rodziców. W sumie, to ten funkcjonariusz powiedział, że będę mogła się zatrzymać w domu dziecka, ale co mi to da skoro za dwadzieścia dni będę pełnoletnia, a oni tam nie trzymają dorosłych ludzi?
Muszę pogadać z Kate. Zamknęłam się u siebie w pokoju i po cichu wszystko jej opowiedziałam. Na początku myślała, że żartuję, ale potem mi uwierzyła.

*Dwa dni później*
- Ty nie żartowałaś, co nie?
- Kate, proszę Cię.. Co ja mam zrobić? 
- Nie ma pojęcia. Bardzo bym chciała, żebyś ze mną zamieszkała, bo nie byłabym ciągle sama, ale nie wiem, co na to moi rodzice.
- Rozumiem. I dziękuję, że chcesz pomóc.
- Weź, jesteśmy przyjaciółkami, co nie? Trzeba sobie pomagać. Idziemy na lody?
Ona jest niemożliwa. Potrafi mi poprawić humor taką prostą rzeczą.

Wracałam do domu ze spotkania z Kate. Zaczęło lać, a ja już doszczętnie zmokłam. Biegłam laskiem ze stacji kolejowej i nagle zauważyłam psa. Kurcze, nie mogę go tak zostawić. Podeszłam do krzaków i wzięłam psa na ręce.
- No co malutki, zgubiłeś się?
Mówiłam tak, jakby miał mi odpowiedzieć, a przecież to pies. Usłyszałam jakieś krzyki.
- Benji! Cholera wychodź, Benji!
Domyślam się, że to chodzi o psa, ale pewności nie mam. Odwróciłam się i zobaczyłam zmokniętego chłopaka.
- Benji! - krzyknął i podbiegł do mnie.
Rozpoznałam go bez problemu.
- Cześć.
- Diana, cześć! - uśmiechnął się. - Widzę, że znalazłaś moją zgubę.
- Taak. Proszę. - podałam mu tego słodkiego futrzaka.
- Dzięki. - wziął go na ręce i podrapał za uchem. - Pierwszy raz mi uciekł i normalnie zawał. - zaśmiał się, a ja razem z nim.
- Cała mokra jesteś. - pokręcił głową.
- Ty też. - stwierdziłam.
- Jak daleko masz do domu.
- Jakieś dziesięć minut biegiem. 
- Chodź. - złapał mnie za rękę i zaczął gdzieś prowadzić.

_____________________________
Ponad cztery tysiące wyświetleń, dziękuję!

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział osiemnasty.

- Pójdę już. - powiedziałam i zeszłam z jego kolan.
- Oh, okej. Nie mogę Cię zatrzymać, ale mogę Cię odprowadzić. Co ty na to?

W odpowiedzi zaśmiałam się tylko wesoło, ponieważ temu chłopakowi naprawdę nie da się odmówić. Wstał i razem poszliśmy pod mój dom. Modliłam się, żeby nie było takiej sytuacji, jak ostatnio. Tylko, że w tedy byłam z Harry'm. Dosyć. Teraz jestem z Liamem i.. czuję się przy nim.. lepiej?

Może dlatego, że go nie znam i mnie nie zranił. Ale dla mnie, on wygląda na osobę, która również jest wrażliwa.
Stanęliśmy trochę dalej od mojego domu, by nie zwrócić na nas uwagi, gdyż zauważyłam auto ojca na podjeździe.

- Dziękuję. - powiedziałam i uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Do usług. - zachichotał salutując przy tym.
- To ja już pójdę, cześć Liam.
- Do zobaczenia. - pocałował wierzch mojej dłoni.
Uśmiechnęłam się raz jeszcze i przeszłam na drugą stronę ulicy. Weszłam na chodnik i zaczęłam iść w stronę domu.

- Diana, czekaj! - obróciłam głowę.
Zobaczyłam biegnącego w moją stronę Liama, który chwilę później stał już obok mnie.
- Coś się stało? 

- Biorąc pod uwagę to, ze już możemy się więcej nie zobaczyć, to chciałbym coś zrobić i myślę, że Ci się to spodoba.

Nie czekając na odpowiedź z mojej strony wpił się w moje usta, a ja poczułam jak mój żołądek robi fikołka. Czułam również dziwne, ale dosyć przyjemne uczucie w dole mojego brzucha. 
Jego wargi są takie miękkie.. 
Oddałam pocałunek, co zdziwiło i mnie i jego. Przerwaliśmy, kiedy nie miałam już czym oddychać. Odsunęłam się od niego i z uśmiechem poszłam do domu machając mu potem raz jeszcze. 
Odmachał i zaczął iść w drugą stronę.

Weszłam do domu i zobaczyłam kłócących się rodziców. Kłócących, to mało powiedziane. Krzyczeli, rzucali talerzami.. Znaczy mama rzucała. Ojciec tylko się wydzierał. Pewnie przyłapał ją z tym fagasem i teraz bam - awantura gotowa. W sumie się nie dziwię.
Rozłożyłam się na łóżku i tak sobie leżałam. Z słuchawkami w uszach, bo krzyczeli tak głośno, że inaczej nie mogłabym tu siedzieć. Piosenki zaczynały się i kończyły. Nagle włączyła mi się jakaś nieznana. Odblokowałam ekran i spojrzałam na wykonawce. The Pretty Reckless. No tak, Kate - zaśmiałam się do siebie i zablokowałam ekran. Nuciłam sobie ją pod nosem. Ona ma świetny głos i w ogóle ten cały zespół jest świetny.

Po dwóch godzinach leżenie na łóżku mi się znudziło i poszłam się napić wody, bo ta w butelce przy łóżku się już skończyła. Zeszłam po schodach i trochę się ucieszyłam, bo rodzice róż się nie kłócili. Poszłam do kuchni i ukradkiem spojrzałam na salon. Całują się?
Zaraz, przecież to jest.. Eva! Moja była przyjaciółka, to dzięki niej wysłali mnie na ten obóz, a teraz proszę.. Ale między nimi jest trzydzieści lat różnicy. A mama gdzie jest?

Eh, zresztą.. Jestem wkurzona i najchętniej wyszarpałabym ją za te kudły z domu, ale tego nie zrobię. Mam coś do nich powiedzieć? Nie-e-e, mam pomysł.
Podeszłam i usiadłam na fotelu, który stał obok brązowej kanapy. Wzięłam ze stolika pilota i włączyłam telewizję. Jak gdyby nigdy nic zaczęłam oglądać stary odcinek Przyjaciół.
Patrzyli na mnie przestraszeni, bo ich przyłapałam. Nie tłumaczyli się, nic. Upiłam łyk wody ze szklanki i oglądałam dalej.
- Diana my.. - jęknął ojciec.
- Luz, szczęścia życzę. Powiem ci tylko tyle, że dobraliście się z matką. Ty zdradzasz ją, a ona Ciebie. Nie wnikam.. A ty - spojrzałam na nią - pieprz się. - powiedziałam i wylałam na nią wodę. Odłożyłam szklankę na stolik i poszłam do swojego pokoju zostawiając wkurwionego, ale i zdezorientowanego ojca z tą dziewczyną. Zasłużyła. On też.

Po dwudziestej trzeciej usłyszałam pukanie do drzwi. Wyszłam z łóżka i otworzyłam. Spojrzałam zaspanym wzrokiem na dwójkę dorosłych ludzi.
- Obudziliście mnie.
- Musimy porozmawiać.
- My? Chyba wy, ja nic nie muszę.
- Nie pyskuj. - warknął ojciec.
- Diana zejdź na dół.
Zeszli, a ja po chwili namysłu również to zrobiłam. Usiadłam na fotelu i patrzyłam się na swoje ręce. Panowała cisza.
- Usiądź obok nas. - powiedziała matka.
- Bzykałaś się na tej kanapie z tym kolesiem, więc nie.
- Co kurwa robiłaś?!
- Kochanie uspokój się, ja.. to była jednorazowa sytuacja, wybryk, byłam pijana i
- Zdradziłaś mnie!
- Ty też mnie zdradzałeś. Wiele razy, myślisz, że o tym nie wiem?! Każdy popełnia błędy!
- Tylko, że nie każdy kradnie dziecko!
Zamilkli oboje i patrzyli na siebie ze strachem w oczach. Co on powiedział? Że kradnie dziecko jakie dziecko?
- O co chodziło z tym dzieckiem?
- Nic ważnego.
- Nie, powiedz jej, o co chodzi. - nalegał ojciec. - Nie powiesz? W takim jazie ja to powiem.
Spojrzał na mnie ze złowrogim uśmieszkiem i powiedział.
- Chodzi o to, że nie jesteś naszym dzieckiem. Twoja matka siedemnaście lat temu ukradła Ciebie ze swoją przyjaciółką, bo nie może mieć dzieci. - prychnął dziwnie rozbawiony zaistniałą sytuacją.
Myślałam, że jestem w ukrytej kamerze. Oni nie są moimi rodzicami? Okłamywali mnie przez siedemnaście lat. Kochałam obcych ludzi, a moi prawdziwi rodzice pewnie mnie teraz szukają. Boże, co ona zrobiła, co oni zrobili. To niemożliwe, nienormalne! Najlepsze jest to, że siedzieli oboje na kanapie niewzruszeni zbytnio tym co mi powiedzieli.
- Gdzie są moi PRAWDZIWI rodzice?
- Nie wiem i mam to gdzieś. Jestem dobroduszny i pozwolę Ci tu mieszkać do osiemnastki. W dniu Twoich urodzin ma Cię tu nie być.
- Będziesz pełnoletnia i musiała będziesz radzić sobie sama.
- Słucham?
- Przecież ja nie będę miała gdzie mieszkać! Za co żyć, jeść!
- Twój problem. - wzruszyli ramionami i wyszli z domu zostawiając mnie w salonie. Zaczęłam płakać i rozbiłam wazon. Mam dosyć tego. Siebie, tych ludzi, którzy wmawiali mi od urodzenia, każdego dnia, że jestem ich córką. Ukradli mnie moim rodzicom, ludziom, którzy mnie kochali, a przynajmniej myślę, że kochali. Chciałabym ich znaleźć, porozmawiać i poznać. Ale jak ja to zrobię?

___________________
BAM. 
Mamy osiemnasty rozdział. Myślę  i mam taką nadzieję, że Wam się spodobał. Pod ostatnim rozdziałem nie buło dwudziestu komentarzy, co oznacza, że nie wszyscy obserwujący skomentowali. Informuję równe dwadzieścia osób.. Ale mniejsza  o to.
Dziękuję za ponad trzysta komentarzy i tyle wyświetleń. Jeszcze niedawno pisałam, że stuknęły dwa tysiące, a zaraz będą cztery. Dziękuję, jesteście najlepsi! x

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział siedemnasty.

Szłyśmy właśnie do kawiarni w Sheffield. Już dłużej nie mogę wytrzymać. Odkąd dostałam tą wiadomość, to przestałam normalnie myśleć. Ona też spędzała z nim czas, ale czy to możliwe, żeby Kate..
Usiadłyśmy przy stoliku i zamówiłyśmy po kawie. Kiedy kelnerka przyniosła zamówienia, siedziałyśmy w ciszy pomału pijąc swoje napoje.
- Więc powiesz mi o co chodzi? Wyglądasz na zdenerwowaną. - stwierdziła.
- Chodzi o to, że.. - przestałam na chwilę mówić i zastanawiałam się, czy na pewno chcę o to zapytać. - Jesteś zazdrosna o Harry'ego? - zapytałam szybko i spuściłam głowę patrząc w swoją filiżankę.
- Co?! Oszalałaś, jasne, że nie! Dlaczego tak pomyślałaś? Myślisz, że to ja napisałam tą wiadomość?
- Myślałam tak, ale teraz..
- Nie, nie napisałam jej. Zresztą nawet nie miałabym żadnego powodu by być zazdrosną o Harry'ego, bo jestem lesbijką.

W tym momencie myślałam, że się przesłyszałam. Nie, żebym miała coś do osób o innej orientacji seksualnej, ale po prostu to, co powiedziała totalnie mnie zaskoczyło.
Patrzyłyśmy na siebie w milczeniu. Była chwila konsternacji, ale przerwała ją. 
- Masz z tym problem?
- Nie, oczywiście, ze nie mam! Tylko.. zaskoczyłaś mnie.
- Mhm.
- Czy ja Ci się..
- Nie - zaśmiała się - jesteś piękna, ale nie jesteś w moim typie.
Kiedy to powiedziała, to jakoś mi ulżyło. Nie rozmawiałyśmy już o tej wiadomości, ale Kate uważa, że mogła to napisać Kendall. Dlaczego ja wcześniej o tym nie pomyślałam?
Po jakiejś godzinie wróciłam do domu. Dziś piątek, dokładnie, to po godzinie dziewiętnastej. Dzisiaj wraca ojciec. Ciekaw, co powie, kiedy wejdzie do domu i zobaczy bzykającą się na kanapie matkę i jej kochanka. Bo ja, gdy to zobaczyłam, to zaniemówiłam i po prostu poszłam do swojego pokoju.
Tak na dobrą sprawę, to oni nawet nie zauważyli, ze weszłam do domu, więc..

Po wejściu do pokoju usiadłam przed laptopem i zadzwoniłam do Harry'ego na skype. Nie odebrał kilka razy, i w końcu przestałam dzwonić.
Chwyciłam butelkę która stała obok łóżka i odkręciłam ją. Wzięłam kilka łyków i zobaczyłam, że Harry dzwoni. Szybko nacisnęłam zieloną słuchawkę i odstawiłam butelkę.
- Hej. - powiedziałam z uśmiechem.
W odpowiedzi usłyszałam tylko chichot Kendall. Zaraz potem ukazała mi się jej twarz, a ja czułam, że zaraz pęknę. Znowu mi to zrobił. Chwilę później usłyszałam głos chłopaka, na którym mi zależy. A może zależało..
- Baby, kto dzwonił?
W tym momencie poczułam wielką gulę w gardle.
- Nikt ważny, tylko ta idiotka, którą poznałeś na obozie. - uśmiechnęła się do niego głupkowato.
Harry szybko pojawił się przed monitorem i dosłownie kilka sekund patrzyliśmy na siebie bez słowa. Czułam, ze zaraz wybuchnę płaczem, więc napisałam mu, że się rozłączam i, że może mnie usunąć z kontaktów.
- Kurwa, nie! Nie rób tego!

Rozłączyłam się i zaczęłam płakać. Byłam u niego, dwa dni temu. Mówił, że mu zależy, że.. już się z nią nie spotyka, że nie utrzymują kontaktów. Kłamał. Pieprzony kłamca. Każdy mnie okłamuje, on, moi byli, moja rodzina. Jestem idiotką, skończoną idiotką. Ubrałam bluzę i wybiegłam z domu.
Zaczęłam biec przed siebie i tak biegnąc dobiegłam do parku. Usiadłam w tym opuszczonym miejscu i zaczęłam płakać. Potem mój płacz zamienił się w wycie, skomlenie, a nawet krzyki. Musiałam to z siebie wyrzucić. Robiłam tak zawszę, gdy z czymś sobie nie radziłam.
Wytarłam twarz rękawem i ukryłam twarz w kolanach, które przyciągnęłam do brody. Łkałam, a łzy lały się po mojej skórze zostawiając po sobie mokre ślady, które wysychały.

- Hej, wszystko w porządku? - usłyszałam miły głos.
Szybko otarłam twarz i spojrzałam na osobę, która to powiedziała. Wysoki chłopak, o pięknych brązowy oczach i fryzurze postawionej lekko do góry stał i przyglądał mi się.

- Jeśli powiem, że tak, to sobie pójdziesz? - pociągnęłam nosem.
- Nie. - odparł i usiadł obok na starej ławce. - Co się stało?
- Nie ważne, pewnie masz więcej ciekawszych zajęć, niż siedzenie w parku z obcą dziewczyną. Poza tym zaraz będzie padać, więc powinieneś już iść.

- I zostawić Cię tu samą? - prychnął. - No chyba nie. To powiesz? To pomaga, takie wygadanie się komuś.
Spojrzałam na niego, a potem na swoje kolana. Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam mu to, co się stało. Przecież się nie znamy, więc co mi szkodzi?
- Mhm. Myślę, że nie powinnaś się przejmować tym chłopakiem. Proszę. - podał mi swoją kurtkę.
- Nie jest mi zimno.
- Oh.. - powiedział speszony i odwrócił wzrok odkładając kurtkę.
- Ale to było bardzo miłe, dziękuję. - uśmiechnęłam się ciepło, co chłopak odwzajemnił.
- Odprowadzę Cię do domu, co?
- Nie chcę iść do domu.
- To może do.. kawiarni?
- Nie wzięłam pieniędzy.
- Ja stawiam. Wszystko co chcesz, tylko proszę.. nie płacz już więcej.
- Nie chcę iść do kawiarni, nie chcę Ci naciągać na cokolwiek.
- Naciągać? To byłaby przyjemność, ale jeśli nie chcesz, to mogę posiedzieć z Tobą tutaj.
- Nie musisz.. - czułam się głupio.
- Ale chcę. - odpowiedział szybko. - Chodź - rozłożył lekko umięśnione ramiona, a ja spojrzałam na niego pytająco.
- Nie gryzę, spokojnie.
Przysunęłam się i przytuliłam do nieznajomego. To pewnie nie jest najodpowiedniejsza rzecz na świecie, ale on jest taki miły i przyjacielski.
- Jak masz na imię? - zapytał pocierając ręką moje plecy.
- Diana, a ty?
- Liam.
- Miło Cię poznać, Liam. - zaśmialiśmy się oboje.
- Ciebie również, Diano. Trochę bolą mnie plecy, bo siedzę wykręcony i..
- Przepraszam! - pisnęłam i szybko się od niego odsunęłam, puszczając go.
- Nie, nie o to mi chodziło. Nie chciałem, żebyś się odsuwała. - pokręcił rozbawiony głową.
Złapał mnie za biodra i posadził sobie okrakiem, przodem do niego na kolanach.
- Tak lepiej. - powiedział i przyciągnął moją zdezorientowaną osobę do siebie.
Mimowolnie wtuliłam się w niego, pachniał tak dobrze.

_________________________
20 kom = NEXT

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział szesnasty.

Po wejsciu do klasy usiadlam w mojej lawce. Znaczy.. nie na wlasnosc, ale siedzialam tam od zawsze, wiec sami rozumiecie. Bylo glosno, jak zawsze, przeciez to moja klasa.
Przez kolejny rok bede ogladac te falszywe i zaklamane nordy. To moze czlowieka wykonczyc. Mnie z pewnoscia. Westchnelam dosyc glosno i spojrzalam na wychowawczynie, ktora stala na srodku klasy. Zaczela pisac na tablicy plan lekcji.
Przepisalam go dokladnie na kartke, ktora schowalam do torebki razem z dlugopisem. Potem, gdy juz skonczyla sie ta jakby lekcja organizacyjna, to wyszlam i poszlam na przystanek.
Autobusem wrocilam do domu. Zrobilam sobie obiad, czyli w tym przypadku spaghetti. Zjadlam ze smakiem to, co ugotowalam. A gotowac, to ja akurat potrafie i jestem z tego dumna.
Taa, super powod do dumy. Chociaz moglabym pojsc do jakiegos programu i kto wie, moze bym wygrala? Odstawilam doniczke z bazylia na parapet i poszlam do swojego pokoju. Zadzwonilam do Kate. Co prawda rozmawialusmy ze soba wczoraj, ale musze z nia pogadac.

- Siema, jak w szkole?
- A jak moze byc w szkole, hmm?
- Chujowo. - zasmiala sie, a ja razem z nia.
Jak to jest, ze jednym wyrazem potrafi mnie rozbawic? Niesamowita.
- A u Ciebie? Zdrowa juz do konca?
- Yep. Poczatek roku, a ja juz mam dosc.
- Nie jestes sama, nie jeestes saama.
- Ty umiesz spiewac?!
- Co? Nie, ja.. nie, nie umiem.
- Slyszalam! Lalalala. No prosze, potrafisz spiewac.
- I co sie tak podniecasz. Masz zespol, wydaliscie plyte i tak dalej.. Calm down Kate.
- Okej, okej. Musze konczyc, ide zapalic.
- Przestan palic to swinstwo!
- Ale jakie dobre swinstwo. - zasmiala sie.
- Niszczysz sobie zdrowie tym.
- Przesadzasz..
- Czy ty widzisz, zebym miala w rekach jakies kwiatki?
- Ty umiesz pyskowac, whow.
- No wow, wow. Nie pal. A jak musisz, to mniej, a nie cala paczke na dzien.
- Jasne szefie.
- I nie wywracaj tymi oczami!
- Cholera, skad wiedzialas?
- Mam te moc, mam te moc. - zasmialam sie.
- Nienawidze tej bajki. - jeknela.
- Eww, ona jest fajna.
- Taa, ja tam wole Paranormal Activity.

*6.09*
Rano poranna toaleta, ubrałam się, uczesałam i tak dalej - rutyna.Poszłam do szkoły. Początek roku, a już kartkówka. Z fizyki, której szczerze nienawidzę. Wolę matematykę, naprawdę. Od historii, geografii i biologii też. Niezła z niej jestem, więc.. W dodatku nasza pani jest po prostu świetna.
Napisałam jak napisałam, mam nadzieję, że aż tak źle nie będzie.Po szkole porozmawiałam jeszcze z Kate na skype, a potem pojechałam do Harry'ego.
Tłukłam się w tym pociągu te trzy ponad godziny, ale było warto.
Zostałam przywitana mocnym uściskiem  buziakiem w policzek.
Po wejściu do środka usiadłam na kanapie, a Harry zrobił nam po herbacie, którą wypiliśmy. 
London Eye
Potem, tak jak wcześniej obiecał, zabrał mnie na London Eye. Tam jest naprawdę, ale to naprawdę wysoko. Lecz widoki są piękne. Widać Londyn, który jest piękny. Zrobiłam zdjęcia aparatem.
Harry'emu też. I on mi też zrobił, a potem zrobiliśmy sobie kilka selfies. Poszliśmy też na spacer, a około osiemnastej, no.. dziewiętnastej właściwie, odwiózł mnie do domu. Tak się złożyło, że ojciec musiał wyjechać do Francji, bo w jego firmie, która tam jest coś nie gra.
Matka codziennie wychodzi z tym fagasem, więc prawie nigdy jej w domu nie ma. Moje życie się zmieniło, niestety na gorsze. Kiedyś, to mogłam z nimi chociaż porozmawiać, usiąść obok na kanapie i obejrzeć denny film w telewizji.
A teraz? Jestem sama. Tak ogromnie się cieszę, że poznałam Kate i Harry'ego.
Bez nich pewnie byłabym pod ziemią nie wiem gdzie. Odrobiłam wszystkie lekcje, nauczyłam się czegoś na matmę i poszłam z laptopem do łóżka. Wiem, jak komicznie to brzmi, ale.. *śmiech*
Usiadłam po turecku na miękkim materacu i położyłam laptopa na kolanach. Weszłam na Twittera, popisałam z ludźmi, których nie znam i raczej nie poznam... Wiecie za co kocham Twittera? Za to, że na tym portalu społecznościowym ludzie potrafią się zachować. Oczywiście są jakieś hejty itd. ale nie w takim stopniu, jak na Facebooku. A może raczej Fejsgównie, jak to piszą na TT. W sumie tak też można..
Ogółem tam ludzie są po prostu milsi, pomocni, kochający, życzliwi i mogłabym jeszcze wymieniać, a wymieniać.

Potem obejrzałam  nowy filmik znanej blogerki, na youtube i poszłam spać.
Następnego dnia koło zatacza się od nowa. Znów robię te wszystkie rzeczy, które robię zawsze, tylko, że dziś nie wiem gdzie mam bilet i klucze. Jeśli ich nie znajdę, to się spóźnię, a jak się spóźnię na matmę, to się zabiję.
O! Tam są! Podbiegłam do biurka i chwyciłam szukane przedmioty.
 Zarzuciłam czarno-biały plecak na plecy i wybiegłam z domu. W połowie drogi przypomniało mi się, że nie zamknęłam domu i musiałam się wracać, a potem biec, by zdążyć. Zdążyłam.
Na ostatnią chwilę, ale zdążyłam. Wskoczyłam do autobusu, a ludzie nie spuszczali ze mnie wzroku. No tak, przecież jak ktoś biegł na autobus i jest zdyszany, to jest to najdziwniejsza rzecz na świecie.
W szkole było dosyć normalnie, poza tym, że zostałam oblana na stołówce przez jakąś dziewczynę wodą. Niechcący oczywiście. Potem pomogła mi to wysuszyć, co było bardzo miłe. Zjadłyśmy razem i porozmawiałyśmy chwilę.
Okazało się, że jest nowa i jeszcze niezbyt orientuje się w terenie tej dużej szkoły.
Zaoferowałam, że ją oprowadzę i jak coś, to ma się do mnie zwracać, a ja jej pomogę. Przyjęła tą ofertę z uśmiechem, który odwzajemniłam. Lubię być miła. Tak fajnie się wtedy czuję.

Wróciłam do domu, zjadłam szybko danie na wynos, które kupiłam po drodze w pobliskiej restauracji. Zjadłam i zadzwoniłam do Kate. Pogadałyśmy dosłownie dwie minuty i skończyłyśmy, bo musiała iść na próbę zespołu. Potem zadzwoniłam do Harry'ego. Nie odebrał, więc zadzwoniłam kolejny raz i tym razem poczta głosowa. Odłożyłam zrezygnowana telefon na burko i runęłam plecami na łóżko. Poleżałam chwilę i odrobiłam lekcje. Jutro środa, mam mało lekcji. I dobrze, bo to jedyny dzień, w którym kończę tak wcześnie.
Tak to siedzę do piętnastej, a w poniedziałki kończę po szesnastej. Nie rozumiem po co oni nam tyle zadają. Kończysz, musisz wrócić do domu, zjeść obiad, odpocząć po okropnym dniu w szkole, a potem jeszcze góra zeszytów i ćwiczeń, które musisz wykonać na następny dzień. Przesada totalna.
O, ktoś dzwoni. Podeszłam i wzięłam telefon do ręki. Nieznany. Kurczę.. Odebrać, czy nie? Nawet bym nie zdążyła, bo ta osoba przestała dzwonić. No i fajnie. Jutro muzyka, o matko. Muszę się nauczyć piosenki! Szybko otworzyłam żółty zeszyt i przewertowałam go. W końcu znalazłam kartkę z tekstem, którą wkleiłam na pierwszą stronę, zaraz pod tematem.
Zaczęłam czytać pojedynce zdania, odwracałam wzrok i je powtarzałam. Potem czytałam po dwa zdania i je powtarzałam i tak dalej, aż nauczyłam się całej piosenki. Najgorsze będzie to, z kim będę śpiewać. Bo sama na pewno nie, ta opcja odpada.

Śpiewać.. raczej wyć, bo ja nie umiem śpiewać. Tak uważam. Znowu ktoś dzwoni. I znowu z nieznanego. Chciałam odebrać, ale nie zdążyłam. Chwilę potem dostałam wiadomość, której treść "troszeczkę" mnie zaniepokoiła.

,,Odpieprz się od Harry'ego! On jest mój i tylko mój. Tobą by się nawet nie zainteresował. Powtarzam jeszcze raz: odpieprz się od niego!!"
___________________________________________
16 kom = next
*za błędy przepraszam, pisałam część na telefonie*
Jeśli macie ochotę, to wpadnijcie na nowe ff. Zapraszam. x
http://www.wattpad.com/story/21904883-brown

środa, 20 sierpnia 2014

Rodział piętnasty.

- To nic takiego. - zakryłam go szybko włosami.
- Masz odciśnięta dłoń na twarzy i mówisz, że to nic takiego? - Jejku, aż tak to widać? - No chyba nie powiesz mi, że zrobiłaś to sobie sama. 
- No n-nie..
- Więc? - warknął.
- Nie musimy o tym rozmawiać. Jest dużo fajniejszych tematów.
- Jeśli mi nie powiesz, to przyjadę do Ciebie i wtedy będziesz musiała mi powiedzieć.
- Zdesperowany. - zaśmiałam się próbując jakoś odwrócić jego uwagę od policzka.
- Mów. - usłyszałam pukanie do drzwi. 
Odwróciłam szybko laptopa i pokazałam Harry'emu, że ma być cicho. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Stała w nich moja mama, a obok niej ten jej nowy fagas. Ojca już nie ma w domu? Owszem, uderzył mnie. Ale ja też nie chciałabym być zdradzana, więc trochę mi go szkoda. 
- Coś się stało?
- Do spania.
- A kim ty niby jesteś, żeby mi rozkazywać?! - syknęłam cała poirytowana w jego stronę.
I w tym momencie dostałabym drugi dziś policzek, ale powstrzymała go moja matka. 
- Z kim ty chodzisz? - parsknęłam i pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- O co Ci chodzi?
- On chciał mnie spoliczkować, a ty go głaszczesz po ramieniu? Pewnie musi być dobry w łóżku.
- O ty mała szma
Zamknęłam szybko drzwi, bo ten facet by mnie uderzył. Pokręciłam głową i wypuściłam nosem powietrze. Jakaś patola jest w tej rodzinie, naprawdę. Wróciłam na łóżko i obróciłam laptopa. 
Zobaczyłam Harry'ego, który od razu zaczął mówić, że zaraz przyjedzie i "porozmawia" z tym kolesiem.
 Jakoś go uspokoiłam, no bo w końcu do niczego nie doszło. Dzięki Bogu.. Zmieniłam temat na bardziej przyjemny i przegadaliśmy jakieś dwie godziny. Potem poszłam spać, bo byłam bardzo zmęczona. 

<Jeśli chcesz, to włącz piosenkę nr. 28>

* 01.09 *
Wstałam wcześnie i umyłam zęby, a także twarz obmyłam zimną wodą. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej białą koszulę i czarną, ołówkową spódnicę. Do tego założyłam buty, na wyższym obcasie.
Włosy spięłam w wysoką kitkę i do tego okręciłam jedno pasmo wokół gumki, zakrywając ją przy tym. Makijaż delikatny. Zabrałam czarną torebkę i zeszłam ostrożnie po schodach.
Moi rodzice byli w pracy, więc wiecie.. spokój. Pewnie nawet by nie zauważyli, jakbym nie poszła na to rozpoczęcie. Ale pójdę, nie chcę mieć problemów. Upiłam łyk wody z literatki i odłożyłam ją na blat w kuchni. Poprawiłam ramię torebki i wyszłam z domu.
 Mam jeszcze jakieś dziesięć minut do autobusu. Tak, mam blisko przystanek co bardo mi ułatwia życie. 

Chwilę potem stałam obok ogromnego drzewa, które rozrosło się do takiego stopnia, że wychodzi na chodnik. Autobus przyjechał, tak, jak w ubiegłym roku spóźniony, co mnie wcale nie nie zdziwiło. Wsiadłam, skasowałam bilet, usiadłam na wolnym miejscu, aby potem je komuś ustąpić.. Oto moja codzienna rutyna. 

Podjechałam pod szkołę, której nienawidzę, aby zaraz spotkać ludzi, których też nienawidzę. Cóż za ironia.. Przekroczyłam umyty próg i weszłam w ten tłum ludzi.Weszłam na salę gimnastyczną, zajęłam miejsce na trybunach.
Kilka dziewczyn powiedziało mi cześć, co totalnie mnie zaskoczyło, bo przecież nikt mnie tutaj nie lubi.. Chyba. Przysiadł się po mojej prawej jakiś chłopak, a po lewej miałam ścianę.
Cała akademia się zaczęła, zdolni uczniowie śpiewali, tańczyli - nie wiem po co..
- Po co tyle tego.. - mruknęłam do siebie.
- Dokładnie.
Taylor Davis
Chyba się przesłyszałam. Czy ja to powiedziałam? Spojrzałam w lego - ściana, w prawo - chłopak o blond włosach, który mi się przygląda, dół - co? On się na mnie patrzy! Przecież ma oczy, idiotko. - Przybiłam sobie w głowie facepalma.
- Jak masz na imię?
Znów się przesłyszałam? Spojrzałam na chłopaka, po mojej prawej, który wyczekiwał odpowiedzi.
- Diana, a ty? - udało mi się powiedzieć.
- Taylor. Ładne imię, Diano.
- Dziękuję. - chyba się zarumieniłam.
- Chodzisz do C?
- Tak.
- Ja do A.
- Fajnie. Wiesz może, o której się to wszystko kończy?
- Teraz już prosimy o ciszę. Zapraszamy na scenę panią Dyrektor.
- Po trzynastej. - szepnął i uśmiechnął się patrząc na mnie z góry.

On też jest wyższy. Siedzieliśmy już potem cały czas w ciszy.  Każdy pewnie myślał o planie lekcji, a ja myślałam o tym, że odezwał się do mnie chłopak. Taylor Davis.
Podrywa go każda laska, a on rozmawiał przed chwilą ze mną. M n ą.
T a y l o r   D a v i s.
Muszę się ogarnąć, bo zaraz rozchodzimy się do klas. Wstałam z siedzenia i wyszłam razem z tłumem innych uczniów kierując się do swojej klasy.

_________________________________________
15 kom = next

Kogo wolicie? Darry (Harry + Diana), czy Daylor (Diana + Taylor)? 
Piszcie w komentarzach razem z opiniami odnośnie rozdziału. :D

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział czternasty.

* po przeczytaniu zostaw komentarz.

Lezelismy na lozku, sluchac bylo tylko nasze niezbyt rowne oddechy. Nie chcialam go juz o nic pytac. Jego glowa spoczywala spokojnie na moim brzuchu, a ja gadzilam jego wlosy. Krople deszczu glosno uderzaly o zewnetrzny parapet, a co jakis czas slychac bylo grzmot pioruna.
- Harry?
- Tak?
- Chcialabym wrocic. Rodzice mnie zabija.
- Zostan ze mna. Potrzebuje Cie. - wymamrotal w moj brzuch.
- Jeszcze godzine, potem wyjezdzam. Oddam Ci kase.
- Nie chce jej, chce Ciebie. Tutaj, teraz, zawsze.
Teraz to juz totanie mnie rozlozyl na lopatki. I co ja mam mu odpowiedziec? Siedzi taki smutny na tym lozku i patrzy na mnue tymi swoimi zielonymi oczami, ktore sa bez watpienia najpiekniejszymi, jakie w zyciu widzialam i czeka na to, co powiem
O ile powiem. bo nie mam zielonego, a nawet rozowego pojecia, co mam mu odpowiedziec. Z jednej strony jest osoba, ktora mnie rani, a z drugiej.. jest osoba, na ktorej bardzo mi zalezy. I co teraz..
- Harry.. ja nie wiem, co mam Ci odpowiedziec.
- Jesli nie chcesz nie mow nic, zrozumiem.

***

- Uwazaj na siebie.
- Przeciez jestem pod domem.
Odwiozl mnie swoim sportowym samochodem pod samiuski dom i nie musialam sie tluc pociagiem.
- Pogadamy wieczorem. - bardziej stwierdzil, miz zapytal, ale niech mu bedzie.
- Okej. Uwazaj, jak bedziesz jechal.
- Ktos tu sie martwi - zasmial sie.
Zromilam go wzrokiem, a on tylko poszerzyl swoj usmiech.
- Oj, no chodz tu.. - przyciagnal mnie do siebie.
Wtulilam sie w niego, uwielbiam to. Pocieral reka moje plecy, a druga glaskal po glowie. Jest slodki, musze to przyznac.
- Bede jechal ostroznie.
- Obiecujesz?
- Obiecuje - powiedzial i pocalowal mnie - Trzymaj sie kasiężniczko. - puscil mi oczko i podszedl do samochodu.
- Ty tez, Harry.
Usmiechnal sie pieknie i wsiadl do srodka. Po chwili odjechal i juz go nie bylo. Poczulam dziwna pustke, ale szybko minela, gdy uslyszalam glos ojca.
- Do domu, juz. - warknal gosno, a ja bez slowa weszlam do domu. Uslyszalam trzask drzwi wejsciowych. No to kazanie czas zaczac.
- Gdzie jasnie pani Diana byla cala noc?
- U kolegi.
- Nie wiedzialem, ze kolegow sie caluje.

Wielu rzeczy nie wiesz.
Mialam taka ochote mu to powiedziec, ale ugryzlam sie w jezyk.

- Nie odpowiadaj. Masz luz do konca wakacji. Od wrzesnia masz zakaz na wychodzenie z domu, telewizor i internet. Bierzesz sie za nauke i gowno mnie obchodzi, czy tego chcesz, czy nie. Niedlugo zdajesz mature, a potem na studia. Po studiach praca w mojej firmie.
- Nie zapomnij kupic mi habitu i zarezerwowac miejsca w zakonie.

W tym momencie poczulam bol. Goraco rozeszlo sie po moim lewym poiczku, za ktory momentalnie sie zlapaam. Lzy zebraly sie w moich oczach, ale nie pozwoilam im wyplynac. Zmrugalam kilka razy i spojrzalam na kogos, kto nazywa aie moim ojcoem, ale w moich oczach wlasnie stracil to miano. 
Stałam w osłupieniu przez jakieś dwie minuty, a potem poszłam do swojego pokoju. Siedziałam na łóżku i patrzyłam tępo w ścianę. Nie mogę uwierzyć, że to zrobił. Mój tata. Osoba, z którą kiedyś spędzałam każdą wolną chwilę.

,, - Diana, kochanie chodź do tatusia. - powiedział wysoki mężczyzna i rozłożył swe ramiona. Maleńka dziewczynka podbiegła i zatopiła się w nich. Podniósł ją do góry i okręcił się z nią kilka razy  wokół własnej osi. Mała śmiała się głośno i wymachiwała rączkami. Potem postawił ją na ziemi, a ona postawiła dwa kroki i upadła, przez to, że przed chwilą "wykonała" dużo obrotów w powietrzu. Jej ojciec zaśmiał się wesoło i pomógł córce wstać. Podał jej swój mały palec, a blondwłosa dziewczynka chwyciła go swą maleńką dłonią."

Zaczęłam płakać, przez to wspomnienie. Wtedy tego nie robiłam, wtedy.. zawsze się śmiałam, nigdy nie płakałam. Tylko raz, czy dwa, kiedy zdarłam kolana, bo uczyłam się jeździć na rowerze. Pamiętam, jak miałam dziesięć lat, jechaliśmy samochodem...

,, - Wiesz, że zastrzeliłbym każdego, kto zrobiłby Ci krzywdę? Jesteś moim oczkiem w głowie. - powiedział i pocałował jej policzek."

W tym wypadku musiałby popełnić samobójstwo, ponieważ skrzywdził mnie. I fizycznie i psychicznie. Wycierałam co chwila nowe łzy. Na dworze zrobiło się ciemno, a ja usłyszałam charakterystyczny dźwięk.. Ktoś dzwoni na skype. Harry! Matko boska, myśl czym zakryjesz ten policzek.. Włosy. Bingo! 
Nacisnęłam zieloną słuchawkę i po chwili ukazał mi się Harry. Siedział na kanapie w salonie.
- Dobry wieczór.
Nie wiem, czy taki dobry..

- Dobry wieczór. Widzę, że dojechałeś cały i.. zdrowy? - zaśmiałam się, ale od razu tego pożałowałam, ponieważ ból policzka nasilił się, a moja twarz wykrzywiła się w bólu. Z ust wydobyło się syknięcie.
- Wszystko w porządku?
- Tak, pewnie, wszystko okej.
- Nie prawda, mówisz szybko, jak kłamiesz. No ale niech Ci będzie.

Tak łatwo odpuścił?
 
- Straszne korki były. I jeszcze padać zaczęło. Cholernie mnie to wkurza. Najgorsze połączenie. Korki plus ulewa. A u Ciebie jak?
- Okej. - wzruszyłam ramionami. - Nie chcę iść do szkoły. - zmieniłam szybko temat, bo widziałam, ze chce coś powiedzieć.
- Pamiętam te pamiętne czasy. Och szkoła.
- Jesteś starszy tylko o rok, więc nie pyskuj mi tu. - pogroziłam mu palcem.
- Bo co?
Odpowiedź ,,Bo gówno" aż sama się cisnęła na usta, ale nie powiedziałam tego. Samokontrola, haha.
- To Twój kot na tym zdjęciu? - zapytał i wskazał palcem na coś za mną.
Obróciłam się puszczając swoje włosy.
- Co masz na policzku?

__________________________________
Hello. 
Przepraszam za błędy,  ale początek pisałam na telefonie.
Zresztą chyba widać, bo nie ma tam np. ą, ę, ć, ż itd. 
12 kom = NEXT

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział trzynasty.

Jakie Wy brutalne! :D ---> ,,Jak wyląduje w szpitalu to obetnę mu jaja......."
______________________________________________________


Widziałam te cholerne światła, a zaraz potem poczułam ból. Zostałam popchnięta, ktoś na mnie wpadł. Sturlałam się  z tym kimś do rowu. Oh, to Harry.
- Czyś ty zwariowała?!
- A ty? Mogło Cię potrącić to auto!
- Ciebie też!
- Koniec!
- Okej!
- Okej!
Zachowujemy się jak dzieci, ale co zrobisz.. nic nie zrobisz. Leżę pod nim, a on na mnie podpierając się trochę na rękach. Wpatrując się sobie w oczy oddychamy nierówno. Czuję, że jestem cała mokra od trawy. On ma kilka źdźbeł we włosach, więc mu je wyciągam. Chłopak trzepocze włosami na wszystkie strony pozbywając się przy okazji z nich piasku i innych liści. 
- Możesz ze mnie wstać?
Szybko się podniósł i wyciągnął w moją stronę rękę. Nie przyjęłam gestu, tylko wydostałam się z rowu i przeszłam przez tą ulicę, na której prawie mnie potrącono. Podbiegłam do drzwi i dotarło do mnie, jak wielką jestem kretynką. One się same nie otworzą z tej strony, a nie mam przy sobie kluczy! 

Usiadłam na schodkach przed domem i gapiłam się na swoje buty. Rodzice znów sobie gdzieś pojechali, więc trochę tu posiedzę. Było cicho, lecz usłyszałam nagle kroki. Uniosłam lekko wzrok i zobaczyłam długie nogi zbliżające się w moją stronę, żeby potem obok mnie usiąść.
- Dlaczego nie wejdziesz do środka?
- Bo jestem głupia. - popatrzył zdziwiony, a ja wywróciłam oczami i powiedziałam mu, dlaczego nie mogę wejść do środka.
- Mhmmm.
No co ty nie powiesz..
- To jedź do mnie.
- Nie.
- Bo?
- Bo nie chcę spędzać z Tobą czasu.
- Co ja Ci takiego zrobiłem, co?! - uniósł głos.
- Okłamałeś mnie.
- Kiedy? Skończyłem z nią, nie rozumiesz? Przestań być zazdrosna, do cholery!
- Nie jestem zazdrosna! Po co miałabym być, skoro nawet nie jesteśmy razem! - teraz to ja krzyknęłam.
- I może w tym właśnie jest problem, co? Że nie jesteśmy razem. 
Zamilkłam, nie wiedziałam, na prawdę nie wiedziałam co odpowiedzieć. Po chwili ciszy, postanowiłam jednak coś dodać.
- Dla mnie to problem. Całujesz mnie, przytulasz, mówisz do mnie kochanie, słoneczko i tak dalej. Zachowujesz się, jakbyśmy byli razem. Jesteśmy przyjaciółmi, a ty zachowujesz się, jakbyś był moim chłopakiem. To strasznie mylące, Harry.
- Wiem.
- Co? - zapytałam trochę zszokowana.
- Wiem, że to mylące. Wiem, że przyjaciele się tak nie zachowują, ale może złamalibyśmy to? Stwórzmy taką nową przyjaźń, co?
- Myślę, że nie jest to dobre.
- Diana..
- Wiesz.. wydaje mi się, że ty chcesz mnie tylko zaciągnąć do łóżka, co nie?
Nie odpowiedział, wiedziałam..
- Tak myślałam.
- Nie, nie chcę Cię przelecieć, ani zaciągnąć do łóżka. Chciałbym się z Tobą kochać, a to różnica.
CO?
- E..e
- Cśiiiii. - powiedział i pocałował mnie. - Pojedziesz ze mną, dobrze? Nie zostawię Cię tu, przecież nie masz gdzie spać.
Nawet nie czekał na moją odpowiedź, tylko złapał mnie za rękę i zaprowadził na stację kolejową. Czekaliśmy około dwadzieścia minut w kompletnej ciszy, na pociąg. Wsiedliśmy do niego, kupił nam bilety. 
Zapamiętać: Oddać kasę za bilet.
Znaleźliśmy miejsca i usiedliśmy obok siebie. Ludzie patrzyli na nas trochę z ukosa, pewnie dlatego, że leżeliśmy niedawno w rowie pełnym skoszonej trawy. Nie zwracałam na to większej uwagi, gdyż patrzyłam przez całą drogę w okno i obserwowałam rzeczy za szybą. Po trzech godzinach byliśmy w Londynie. Tu jest pięknie. Pamiętam, jak Harry powiedział, że zabierze mnie na London Eye. Pewnie byłoby fajnie, gdyby nie to, że jestem na niego zła.
Może i nawet wściekła. Podeszliśmy pod duży, biały dom. Wyciągnął klucze i otworzył drzwi wciągając mnie do wnętrza domu. Bardzo ładnego zresztą. Kazał mi usiąść na kanapie, kiedy spojrzałam w okno okazało się, że zaczęło padać. Wrócił po chwili z jakimiś ubraniami. Dał mi najmniejsze krótkie spodenki, jakie miał -  tak powiedział - i biały t-shirt. Zabrałam te rzeczy i zaprowadził mnie do łazienki. Wzięłam prysznic i przebrałam się w te rzeczy.
Włosy podsuszyłam ręcznikiem i niepewnie wyszłam z łazienki. Potem on też wziął prysznic i wrócił do salonu. Siedziałam na kanapie i wgapiałam się w różne obrazy, a także zdjęcia powieszone na ścianach.

*Jeśli chcecie, możecie włączyć piosenkę nr. 22 z listy. Myślę, że pasuje idealnie do tej sytuacji.*

Fotografie oprawione w grafitowe ramki przedstawiały małego chłopca i dziewczynkę. Chłopiec miał dziurki w policzkach, a dziewczynka wysoką kitkę. Na jednej, albo dwóch stoi z nimi jeszcze jakaś kobieta. To pewnie mama Harry'ego i jak się domyślam jego siostry. Tak wnioskuję z tych zdjęć, no bo po co mu by były zdjęcia przedstawiające obcych ludzi? Ale dlaczego na żadnym z nich nie ma ojca? Jest, tylko na jednym obok pięknej, czarnowłosej kobiety stoi jakiś mężczyzna. Trzyma na rękach tą dziewczynkę, a kobieta trzyma Harry'ego.
Urocze zdjęcie, naprawdę. Wszyscy są na nim tac uśmiechnięci i szczęśliwi.
- Trzymaj. - podał mi kubek z ciepłą herbatą.
Wzięłam go od niego i posunęłam się. Usiadł obok i tak sobie siedzieliśmy. W bardzo krępującej ciszy.
- To ty, prawda? - zapytałam w końcu.
- Na zdjęciach? Tak, to ja. Obok mnie moja siostra, ta w fioletowej koszulce.
- A to twoja mama - powiedziałam podchodząc i wskazując palcem na kobietę trzymającą syna.
- Tak.
- A to tata?
W tym momencie szklanka wypadła mu z rąk i rozbiła się na podłodze. Wszystkie jego mięśnie spięły się, a rysy jego twarzy nie były łagodne. On był wściekły. Na mnie?
- Zrobiłam coś? - zapytałam speszona.
- Nigdy więcej nie pytaj o mojego ojca. - powiedział i wyszedł z salonu kierując się w stronę schodów.
Usłyszałam potem tylko trzask drzwi. Stałam w osłupieniu jeszcze przez chwilę, a potem z wyrzutami sumienia posprzątałam szkło z paneli. Zrobiłam sobie kilka ran, ponieważ ręce mi się trzęsły. Jestem zdenerwowana, a szkło w rękach nie pomaga. Wyrzuciłam odłamki, a resztę starłam ręcznikiem papierowym. Po szkle i rozlanej cieczy nie było śladu. Owinęłam sobie papierem poprzecinaną w trzech miejscach dłoń i usiadłam z powrotem na kanapie. Siedziałam, myślałam, czekałam.
 Nie mogę tak, przecież. Wstałam i poszłam po schodach na górę. Zapukałam do drzwi jego sypialni. Nie usłyszałam odpowiedzi, ale i tak weszłam do środka. Zamknęłam za sobą cicho drzwi, zobaczyłam, ze leży na łóżku. Tyłem do mnie, obrócony w stronę dużego okna. Podeszłam i usiadłam na brzegu niesamowicie wygodnego mebla. Patrzyłam tak na niego przez chwilę. Słyszałam jak ciężko oddycha. okrążyłam łóżko i ukucnęłam przed nim. Jego oczy były przepełnione złością, ale także trochę smutkiem. Były zaszklone. Złapałam go za rękę i kciukiem delikatnie gładziłam wierzch jego dużej dłoni.

- Przepraszam. - szepnęłam i czułam, jak moje oczy robią się mokre.
Nienawidzę ranić innych, a w tym przypadku chyba to zrobiłam.
- To ja powinienem Cię przeprosić. Muszę zacząć panować nad złością. Pewnie Cię wystraszyłem. Przepraszam...
- Nic się nie stało. - powiedziałam i położyłam się obok niego.
- Co zrobiłaś w rękę?
- Jak sprzątałam szkło, to.. samo jakoś tak się zrobiło.
- Boże, nie musiałaś tego robić, Diana.
- Chciałam jakoś pomóc. Niepotrzebnie pytałam o Twoją rodzinę, ja przepraszam, Harry...
- Przestań. Oglądałaś tylko zdjęcia.
- Mogę Ci zadać jedno pytanie?
- Jedno.
- Dlaczego tak zareagowałeś, jak zapytałam o Twojego tatę?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- Okej. - podniosłam jego rękę i nałożyłam ją na moją szyję. Wtuliłam się w niego i tak leżeliśmy.

____________________________
I jak? Podoba się?
Nie będę pisać, że np. 20 kom = next.
Chcę po prostu, żebyście pisali w komentarzach swoje opinie. To tyle, dziękuję. x