sobota, 20 września 2014

Rozdział trzydziesty trzeci.

Ja mam jakiegoś pecha. Definitywnie, bo zawsze o takich godzinach ktoś dzwoni dzwonkiem do moich drzwi. Zaczyna mnie to denerwować. Wstałam wkurzona z kanapy i podeszłam do drzwi otwierając je po chwili.
Stał przede mną wysoki mulat w szaro-czerwonej bluzie, czarnych i dopasowanych rurkach, białych air force'ach. Bez czapki na głowie, ani szalika, rękawic..

Jest ubrany zupełnie nieodpowiednio do tej pory roku. Spojrzałam na jego twarz i wydawała mi się znajoma.

- W jakiej sprawie pan
- W sprawie psa. Widziałem Cię z nim, ale nie mogłem dogonić i myliłem budynki. Ale znalazłem, więc czy mogłabyś..
Zrobiło mi się smutno, bo zdążyłam polubić tego psiaka. Ale on nie jest mój, a właściciel jak widać się znalazł, więc to mówi samo za siebie.
Podeszłam  do grzejnika i schylając się podniosła śpiącego psa. Wyglądał tak słodko.
- Um.. proszę. - podałam mu malucha, a on schował go pod kurtkę.
- Dziękuję Diano.
- Skąd Pan zna moje imię?
- Jaki pan. Malik, Zayn Malik. Nie poznajesz?
- Ah tak! Już pamiętam, pomógł mi pan znaleźć rodziców. Jestem panu za to ogromnie wdzięczna.
- Nie postarzaj mnie, Diano. - zaśmiał się ochrypłym głosem. - Nie mów do mnie pan, po prosty Zayn, dobrze?
- Dobrze. Chce pa.. chcesz może wejść do środka?
- Wiesz, co? Chętnie.

***

- Ma na imię Braffy.
- Ładne imię. - Pokiwałam z uznaniem głową.
- Dzięki. Co robiłaś o takiej porze w parku?
- Spacerowałam.
- O jakiejś drugiej, czy trzeciej w nocy?
- Szczegóły. - Słabo się uśmiechnęłam.
- Kłamiesz.
- C..co?
- Wizę to po Tobie. - Wzruszył ramionami. - Nie chcesz nie mów, ale takie wygadanie podobno pomaga. Moje siostry tak mówią.
- Masz siostry?
- Tak, mam. To jak będzie? - Nie dawał za wygraną.
- Sama nie wiem.. Chodzi o to, że dowiedziałam się o śmierci mojej przyjaciółki. Jedynej, niepowtarzalnej, najlepszej na świecie. Znałyśmy się 3 lata. W sumie, to nawet ponad trzy. Nie dociera do mnie to, że ona nie żyje. Nie wiem nawet dlaczego.Nie wiem, czy chorowała, nigdy nie mówiła nic na ten temat. Była specyficzną osobą, ponieważ zwykle każdy oceniał ją po wyglądzie. Rockowe ubrania, rockowy styl. Długie proste blond włosy, mocny makijaż,  paliła i miała czasami niewyparzony język. Ale była dla mnie jak siostra. Przepraszam.. zawsze płaczę i po prostu.. ja.. - Nie dokończyłam, bo już byłam w jego ramionach.

Przytulił mnie i pocierał me plecy, żeby jakoś mnie uspokoić. Niby prosty gest z jego strony, a tak bardzo mi pomógł w tej chwili. Położyłam głowę na jego ramieniu i uspokajałam oddech.
Kiedy myślałam, że jest okej i chciałam się odsunąć, to wybuchałam płaczem. Nienawidzę tego, nienawidzę siebie, nienawidzę wszystkich, bo nie ma już mojej Kate.

- Spokojnie, oddychaj powoli. Ćśiiii, wdech, wydech. Spokojnie. - Głaskał moją głowę i szeptał do ucha.
- Dziękuję.
- To ja dziękuję.
Usiadłam obok i patrzyłam na swoje kolano, które teraz wydawało się być najbardziej interesującą rzeczą na świecie. Nie odzywaliśmy się do siebie, panowała niezręczna cisza, której nienawidzę.
Wysunął rękę i obrócił moją głowę w jego stronę po czym złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Spojrzałam na niego zszokowana, totalnie mnie zatkało i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Wiem, że nie powinienem, ale po prostu od dawna chciałem to zrobić. Myślę, że już pójdę. - Wstał i podszedł do drzwi, a ja jednym susem, no dobra.. dwoma dogoniłam go. 
Otworzył drzwi, a ja oparłam się o framugę drzwi. Spojrzałam na niego. Stał z rękami w kieszeniach i przyglądał mi się. Nie lubię, kiedy jest niezręcznie, a tak właśnie jest w chwili obecnej.
Poprawił psa i bardziej okrył go kurtką. Kiedy chciałam powiedzieć 'cześć' on zbliżył się znaczni i pocałował mnie. Znowu.
- Zayn..
- Tak, wiem. Tylko przy tobie tak jakoś ciężko się powstrzymać. - Zaśmiał się drapiąc po tyle głowy. - Dobranoc.
-Dobranoc, Zayn.
Zamknęłam drzwi i odetchnęłam z ulgą. 

***

Obudził mnie dzwonek do drzwi. No do cholery jasnej! Mam już tego, kurde, serdecznie dosyć! Ubrałam długą bluzę i wkurzona podeszłam do drzwi. Szybko jeszcze poprawiłam włosy spinając je w wysoką kitkę. 
Otworzyłam te drzwi i zobaczyłam rodziców Kate. 
W tym momencie wszystko we mnie pękło, ponieważ ona była taka podobna do swojej mamy. Tylko, że jej mama była niższa, ale z twarzy były ogromnie do siebie podobne, przez co patrząc na panią Homles miałam wrażenie, ze patrzę na Kate.
- Dzień dobry. - powiedziałam słabo, czując jak łzy zbierają się w kącikach moich oczu, ale powstrzymałam się przed płaczem.
- Dzień dobry, Diano. Chcieliśmy tylko poinformować Cię, że pogrzeb Kate odbędzie się jutro w Kościele św. Jerzego. - powiedział pan Homles.
- Chcielibyśmy abyś tam była. - Dodała pani Homles i starła łzy z policzka.
- Oczywiście, że będę. - powiedziałam próbując panować nad głosem, ale byłam roztrzęsiona i nie wyszło mi to.
- O 9 zaczyna się msza.
- Dobrze.. Czy ja.. wiem, że nie powinnam pytać, ale.. jak ona zginęła?
- Została zastrzelona. - odpowiedział szybko tata Kate i mocniej objął swoją żonę, która się rozpłakała.
- Boże.. Przepraszam.
- Nic się nie stało, powinnaś wiedzieć. Do widzenia. - Starsza już kobieta objęła moją twarz rękoma. - i I uważaj na siebie dziecko. - Dodała i razem z mężem odeszli.

Zamknęłam drzwi i wpadłam w ryk. Ja już nie płakałam, ja wyłam. Gdyby ktoś miał opisywać dźwięki, które wychodziły z mojego gardła i ust, to na pewno nie powiedziałby, ze to płacz.

Prędzej powiedziałby, że zarzynają jakieś zwierze.
Nie mogłam się uspokoić i złapać oddechu. Miałam wielką gulę w gardle i czułam ucisk w klatce piersiowej. 
Nie daję rady, mam dosyć. 

***

Liam podwiózł mnie do Sheffield. Chciał ze mną zostać, ale powiedziałam, że chcę być sama. 
Zrozumiał. 
Po wyjściu z samochodu udałam się do kościoła. Wiatr rozwiał mi włosy, które szybko poprawiłam i weszłam do środka. Było cicho, strasznie cicho. Słychać było tylko stukanie moich szpilek. Wszyscy się na mnie patrzyli. Zagryzłam wewnętrzną stronę policzka i szłam dalej przed siebie. Zauważyłam rodziców mojej przyjaciółki. Pani Gwen machnęła ręką, że mam obok nich usiąść.
Zrobiłam to. Msza się zaczęła, wszyscy wstali.
Ksiądz mówił, to co miał mówić, powtarzaliśmy jego niektóre słowa.
Łzy spływały po moich zimnych policzkach, a głos załamywał się jeszcze bardziej z każdym wypowiadanym przeze mnie słowem. Kiedy wynieśli trumnę z Kate nie mogłam wydusić z siebie słowa. 
Na cmentarzu cały czas miętosiłam listek od kwiatu róży. Pokułam się kolcami i na mojej lewej dłoni było pełno małych czerwonych kropek.
Jako ostatnia położyłam kwiaty na grobie. Było ich dużo, nawet bardzo. Wróciłam na miejsce i lewą dłonią chwyciłam prawy nadgarstek. W takiej pozycji przeczekałam do końca.
Na stypę nie poszłam, nie dałam rady. Pożegnałam się z państwem Homles i opuściłam cmentarz. Szłam z zamiarem dojścia na stację kolejową, ale zmieniłam plany.
Mieliście kiedyś myśli samobójcze?

___________________________________
Hey, hi, hello.
Dziękuję za wszystkie życzenia urodzinowe. To było bardzo miłe, dziękuję.
Rozdział mam nadzieję się podoba. Piszcie swoje opinie w komentarzach. x

9 komentarzy:

  1. O mój Boże, dlaczego Kate ? :c ja tu płaczę

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko Bosko KOchano!!ona nie może się zabić!! Nie nie nie! Chcę next i to szybko @zuziatrawiska

    OdpowiedzUsuń
  3. Diana i Zayn
    A gdzie Harry. W tym momencie ona go najbardziej potzrenuje!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy to opowiadanie może nie być takie uzależniające? Czytam i czytam i czytam. Nawet 2 razy jeden rozdział ♡. Kochana nie mogę się doczekać nexta. Nie Diana nie może popełnić samobójstwa. Nie nie nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny :) zapraszam do siebie :D http://zaklinaczkadusz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. super! Zayn i Diana <3 nie obchodzi mnie Harry..
    czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam te opowiadanie jest takie boskie x

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny świetny rozdział!
    Czekam z ogromną niecierpliwością :).
    Pozdrawiam i życzę Miłego Dnia x. http://dyaara.blogspot.com
    Dziękuję ♡

    OdpowiedzUsuń