Ukrzyżowanie - niepomyślność we wszystkich dziedzinach. Jest to symbol wewnętrznego niepokoju oraz ukrytego cierpienia.
Przypomniała mi się od razu ta definicja i zaczęłam się zastanawiać nad tym snem. Ale ja nie myślę dobrze z rana, więc szybko przestałam rozwijać ten temat. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Harry'ego, który wpatrywał się we mnie i podpierał ręką swoją głowę.
- Długo się tak na mnie patrzysz?
- Jakieś dwadzieścia minut, a co?
- O matko.. mogłeś mnie obudzić, lub coś.. zrobiłabym śniadanie.
- Śniadanie już na Ciebie czeka.
- Nie możliwe.
- A jednak.
Ubraliśmy się i zjedliśmy śniadanie. Potem zmyłam naczynia, a Harry dzwonił do kogoś. Schowałam ostatni talerz do suszarki i weszłam do salonu.
Stał przy oknie i chyba nie wiedział, ze jestem niedaleko. Mówił cicho, ale stanowczo. Trochę mnie to zdziwiło, bo nie wyglądał na radosnego.
Stał przy oknie i chyba nie wiedział, ze jestem niedaleko. Mówił cicho, ale stanowczo. Trochę mnie to zdziwiło, bo nie wyglądał na radosnego.
- Daj mi spokój. - warknął do telefonu, a ja się zdziwiłam.
- To nie ma sensu. Cześć. - rozłączył się i obrócił w moją stronę.
Wyglądał na zaskoczonego moją osobą, ale nie chciał chyba pokazywać tego w jakiś szczególny sposób, bo od razu pokazał swoje dołeczki i pośpiesznie do mnie podszedł. Złożył pocałunek na mym policzku i okręcił dookoła, jak w tańcu przez co się zaśmiałam.
- Tańczysz?
- Nie, ale mogę zacząć. - zaśmiał się głośno i przytulił do mnie.
Siedzieliśmy na kanapie przez kilka następnych godzin, ale w pewnym momencie Hazz dostał telefon, że musi jechać do swojej firmy, bo ktoś nawalił i stracili klientów. Nie wiem czym on się tak właściwie zajmuje, muszę się go później zapytać.
Jest tu naprawdę bardzo ładnie i powiedzmy szczerze.. tylko znikoma ilość ludzi zna to właśnie miejsce. Pewnie dlatego jest takie czyste.. Stanęłam trzymając się za barierkę i patrzyłam w dół.
Lód pokrył całą powierzchnię wody, a śnieg wszystko zasypał. Wygląda to naprawdę pięknie i tak czystko.
Zimne powietrze rozcina moje drogi nosowe, ale specjalnie nie zdaję sobie z tego sprawy.
- Długo tutaj jesteś?
Chciałam odpowiedzieć 'A co Cię to obchodzi", ale się powstrzymałam. Zamiast tego obróciłam się i myślałam, że to jakieś złudzenie optyczne albo coś. Przede mną stał mój brat. Rozchyliłam popękane z zimna wargi i patrzyłam na niego, jak na ducha.
- Wszystko okej? - Zapytał niepewnie.
Zrobiłam mały pierwszy krok, a zaraz potem następny. Rzuciłam się na jego szyję i przewróciłam go, ponieważ poślizgnął się na lodzie przykrytym cienką warstwą śniegu.
Spadł na tyłek, a ja bałam się tylko o to, żebyśmy nie złamali podłogi w tym moście. Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się śmiać. Pewnie z boku wyglądało to komicznie.
- Cześć brat.
- Cześć mała mendo.
- Dzięki. - Odparłam obrażonym tonem.
- Nie gniewaj się.
- Nie gniewam się, mendo.
- Tak bardzo zabawna.
- Tak bardzo wredny.
- Mhm. - wsadził mi głowę w śnieg.
- Liam, cholera!
W odpowiedzi usłyszałam tylko jego dźwięczny śmiech.
- Może ze mnie zejdziesz?
- Nie, wygodnie mi na Tobie. Jak w pracy? A! Wesołych Świąt!
- Boże, Diana.. - Pokręcił rozbawiony głową. - Tobie również. Prezent mi się podobał.
- Widziałeś go?
- Mhm. Dziękuję.
- Nie ma za co. Jak w pracy?
- Nudno, dużo zamieszania, bo wiesz.. Święta i tak dalej. Przepraszam Cię. Bardzo chciałem z Wami spędzić święta, ale musiałem jechać do firmy. Nic nie potrafią beze mnie zrobić.
- Rozumiem, panie biznesmenie. - Zmrużył oczy.
- Chodźmy do domu, bo zimno.
- Jasne. - Odpowiedziałam i wstałam z niego.
- Wszystko okej? - Zapytał niepewnie.
Zrobiłam mały pierwszy krok, a zaraz potem następny. Rzuciłam się na jego szyję i przewróciłam go, ponieważ poślizgnął się na lodzie przykrytym cienką warstwą śniegu.
Spadł na tyłek, a ja bałam się tylko o to, żebyśmy nie złamali podłogi w tym moście. Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się śmiać. Pewnie z boku wyglądało to komicznie.
- Cześć brat.
- Cześć mała mendo.
- Dzięki. - Odparłam obrażonym tonem.
- Nie gniewaj się.
- Nie gniewam się, mendo.
- Tak bardzo zabawna.
- Tak bardzo wredny.
- Mhm. - wsadził mi głowę w śnieg.
- Liam, cholera!
W odpowiedzi usłyszałam tylko jego dźwięczny śmiech.
- Może ze mnie zejdziesz?
- Nie, wygodnie mi na Tobie. Jak w pracy? A! Wesołych Świąt!
- Boże, Diana.. - Pokręcił rozbawiony głową. - Tobie również. Prezent mi się podobał.
- Widziałeś go?
- Mhm. Dziękuję.
- Nie ma za co. Jak w pracy?
- Nudno, dużo zamieszania, bo wiesz.. Święta i tak dalej. Przepraszam Cię. Bardzo chciałem z Wami spędzić święta, ale musiałem jechać do firmy. Nic nie potrafią beze mnie zrobić.
- Rozumiem, panie biznesmenie. - Zmrużył oczy.
- Chodźmy do domu, bo zimno.
- Jasne. - Odpowiedziałam i wstałam z niego.
,,Snow is falling, all around me
Children playing, having fun
It's the season of love and understanding
Merry christmas, everyone"
Siedziałam na kanapie w jego ogromnym domu i piłam ciepłą herbatę. On siedział obok mnie. Rozmawialiśmy o świętach, jego pracy, życiu..
Dość nietypowe tematy, jak na brata i siostrę. Ale co ja mogę.. Lubię o tym rozmawiać, a z Liamem szczególnie. Przy nim czuję się tak swobodnie i czuję, że mogę z nim rozmawiać o wszystkim. Dosłownie wszystkim.
Uwielbiam to i myślę, że on też. Zaczęliśmy oglądać świąteczne komedie i tak jakby spędziliśmy świąteczny czas od nowa. Razem. Dowcipkowaliśmy i robiliśmy sobie żarty.
Również je opowiadaliśmy i muszę powiedzieć, że moje poczucie humoru, a także dowcipy są chyba dobre, bo Liam prawie przez cały czas zwijał się ze śmiechu na kanapie.
Od pewnego czasu jakoś dziwnie mi się przyglądał.
Dość nietypowe tematy, jak na brata i siostrę. Ale co ja mogę.. Lubię o tym rozmawiać, a z Liamem szczególnie. Przy nim czuję się tak swobodnie i czuję, że mogę z nim rozmawiać o wszystkim. Dosłownie wszystkim.
Uwielbiam to i myślę, że on też. Zaczęliśmy oglądać świąteczne komedie i tak jakby spędziliśmy świąteczny czas od nowa. Razem. Dowcipkowaliśmy i robiliśmy sobie żarty.
Również je opowiadaliśmy i muszę powiedzieć, że moje poczucie humoru, a także dowcipy są chyba dobre, bo Liam prawie przez cały czas zwijał się ze śmiechu na kanapie.
Od pewnego czasu jakoś dziwnie mi się przyglądał.
- Jestem gdzieś brudna? - Zapytałam w końcu.
- Nie, ale Twój nos jest strasznie czerwony.
- To przez Ciebie. - Powiedziałam i wzruszyłam ramionami upijając przy okazji kolejny łyk ciepłej cieczy.
- Mhm, jasne.
- A nie? Wszystko okej? Bo wydaje mi się, że taki jakiś zamyślony jesteś.
- Nie, wszystko okej.
- Kłamiesz.
- Ale.. Jak ty.. skąd ty..
- Odpowiedziałeś bardzo szybko. A potem się zacząłeś jąkać, chociaż mogłeś kłamać dalej.
- Racja.. Ale nie umiem jakoś Ci tego powiedzieć, wiesz? Nie wiem jak.
- Najlepiej od początku i normalnie. Nie stresuj się.
- Więc..
- Nie zaczynamy zdania od więc.
- Diana. - klepnął mnie w ramię.
Byłam ciekawa tego, co chce mi powiedzieć. Zastanawiałam się o czym może tak nieustannie myśleć i co go tak trapi. Nie chcę, żeby miał jakieś problemy. Chciałabym mu pomóc, ale nie wiem czy mogę, czy.. dam radę.
Ale dla niego zawsze mogę spróbować. I zawsze będę próbować, bo rodziny się nie zostawia w potrzebie. Ciekawe, co teraz robi Kate. Muszę do niej zadzwonić, bo ostatnio zaniedbałyśmy kontakty.
Ale w sumie, to była u niej jakieś pięć dni temu i było wszystko okej. Ona wydoroślała i jest piękną kobietą. Moją przyjaciółką, która jest najlepsza na świecie. Swojego stylu co prawda nie zmieniła, ale może to i dobrze?
Jest oryginalna, przebojowa, ma świetny głos, zespół, robi karierę. Jest genialna.
Tak sobie rozmyślałam i nagle z ust Liama padło zdanie, które mnie zniszczyło.
- Kate nie żyje.
Ale dla niego zawsze mogę spróbować. I zawsze będę próbować, bo rodziny się nie zostawia w potrzebie. Ciekawe, co teraz robi Kate. Muszę do niej zadzwonić, bo ostatnio zaniedbałyśmy kontakty.
Ale w sumie, to była u niej jakieś pięć dni temu i było wszystko okej. Ona wydoroślała i jest piękną kobietą. Moją przyjaciółką, która jest najlepsza na świecie. Swojego stylu co prawda nie zmieniła, ale może to i dobrze?
Jest oryginalna, przebojowa, ma świetny głos, zespół, robi karierę. Jest genialna.
Tak sobie rozmyślałam i nagle z ust Liama padło zdanie, które mnie zniszczyło.
- Kate nie żyje.
_____________________________
Hello.
Mamy trzydziesty pierwszy rozdział, yeah. xD
Zdałam Inwokację, haha.
Stresowałam się na maksa i było mi tak zimno, jak mówiłam. Ale zdałam i mam spokój.
Swoje opinie odnośnie rozdziału, bądź może i całego bloga piszcie w komentarzach.
Dziękuje. x
jak to Kate nie żyje ?! że co ?!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńomg
O matko! Takiego zakończenia sie nie spodziewałam! Super rozdział:) czekam na następny :)
OdpowiedzUsuń@moreofyou_baby
Jak to....
OdpowiedzUsuńŻe co ?!?!?!
OdpowiedzUsuńCooooooooooooooooooooooooooooooooo. Nie! Nie! Nie! Dawaj mi tu next i to szybko!!! OMG nie wierzę,że Kate nie żyję ;( @zuziatrawiska
OdpowiedzUsuń