piątek, 26 września 2014

Rozdział trzydziesty piąty.

Stałam z założonymi na piersiach rękoma i patrzyłam to na ochroniarza to na tą kasjerkę. Kolejka za mną zwiększała się coraz bardziej, a Ci ludzie byli poddenerwowani.
Nie dziwię im się, bo ja jestem na przykład wkurwiona już. Ile można czekać aż jakaś pinda wymieni rolkę? Rozumiem, jest nowa i dopiero się uczy. Ale przecież mogła iść po jakąś inną kasjerkę, która pracuje tu dłużej i byłoby po problemie.
Ale nie. Siedzi i ogląda swoje paznokcie. Kurwa, no nie. No po prostu kurwa no nie. Boże, czy ty to widzisz?
- To ta kasa. - Usłyszałam za sobą i zobaczyłam starszą brunetkę, które weszła na miejsce tej rudej i najnormalniej w świecie, bez trudności wymieniła rolkę i zaczęła kasować moje produkty. Odwróciłam się i zobaczyłam znanego mi mulata. To on ją tu przyprowadził?
- Dziękuję. - Powiedziałam cicho w jego stronę, a on posłał mi szeroki uśmiech i udał się do kas samoobsługowych.
Kiedy zapłaciłam za zakupy, to wyszłam ze sklepu i zaczęłam iść w kierunku domu. Te siatki są ciężkie, za ciężkie. Idąc chodnikiem myślałam już o tym obiedzie. Myślę, że dobrze usmażę tego kurczaka  i resztę. W każdym bądź razie jestem już mniej zdenerwowana niż w tym sklepie.
Obok mnie zatrzymało się czarne, sportowe auto, a kiedy okno się uchyliło ujrzałam Zayna. 
- Wsiadaj.
- Przecież dojdę.
- W to nie wątpię. - Jego usta rozszerzyły się formując szeroki uśmiech, a ja poczułam, jak moje policzki płoną. - Wsiadaj, podwiozę cię.
- Naprawdę dam sobie radę.
- Diana.
- No okej, okej. Już wsiadam. - Weszłam do samochodu kładąc siatki na wycieraczkę pod moimi butami.
Zamknęłam drzwi i ruszyliśmy. 
- Zawsze jesteś taka uparta?
- Myślę, że nie.
- Mhm. Cziekawe, czy ją zwolnili.
- Kogo?
- Tą rudą, z kasy.
- Ah.. 
- Strasznie wredna kobieta.
- Z tym się akurat zgodzę. Nasłała na mnie ochroniarza! 
- Serio?- Zapytał rozbawiony.
- Nie śmiej się! - Powiedziałam. - Zayn, przestań. - Dodałam, kiedy ciągle się śmiał.
- No dobra, już dobra kotku.
- Nie mów tak do mnie.
- Dlaczego? - powiedział i zaciągnął się papierosem, którego nie wiem kiedy podpalił.
- Nie lubię, jak ktoś pali. - Powiedziałam i otworzyłam okno.
- Przepraszam. - Mruknął i wyrzucił niedopałek za okno. - Wszystko okej?
- Taa, tylko ja naprawdę tego nie lubię. To tak strasznie śmierdzi.
- Przyzwyczaiłabyś się.
- Szczerze wątpię.
Dojechaliśmy pod moje mieszkanie, a ja otworzyłam drzwi, zabrałam siatki i wyszłam z samochodu. 
- Dzięki za podwózkę. Wejdziesz? - kiwnęłam głową na budynek.
- Dzisiaj nie mogę. Może jutro wyskoczymy na kawę?
- Okej. Ale nie mam twojego numeru.
- Jasne. - Uśmiechnął się i wyjął jakiś notes i zapisał dziewięć cyferek. 
Podał mi kartkę przez okno i puścił oczko po czym odjechał. Nie wiem dlaczego to robię, ale podoba mi  się to. 
Weszłam po schodach , a potem otworzyłam drzwi i przekroczyłam próg mojego królestwa. Gorąco tu. Na zimę zawsze dużo grzeją. Ale ja nic nie mogę na to poradzić, więc tylko otworzyłam okno i zabrałam się za gotowanie.
W piekarniku czekał już mam nadzieję dobry kurczak z warzywami. Stół właśnie nakrywam, ostatnia serwetka w urocze reniferki.
Dzwonek do drzwi. Podeszłam i otworzyłam je. Dzięki Bogu, to Harry.
- Cześć, kochanie.
- Cześć, Harry. - Wręczył mi butelkę czerwonego wina. - Dziękuję.
- Nie ma za co. - Powiedział i zdjął kurtkę wieszając ją potem na wieszaku, a trochę śniegu spadło na podłogę roztapiając się. 
Zamknęłam drzwi i poszłam z nim, usiedliśmy przy stole.
- Jak Ci minął dzień?
- W miarę dobrze, a Tobie?
- Um.. oprócz małego incydentu w sklepie i.. pogrzebu, to
- Znowu zapomniałem, cholera. Jak się czujesz?
- Podobno skleroza nie boli. Ale wybaczam. Jak się czuję? Dobrze, bo jesteś tutaj i Liam zaraz też będzie. I proszę Cię, bądź miły i staraj się to coś między wami naprawić, dobrze?
- Robię to tylko dlatego, że cię kocham.
- I bardzo dobrze. - Powiedziałam i usłyszałam dzwonek. - Idę otworzyć.
- Ej, a ty mnie nie kochasz? - Wróciłam się i pocałowałam go w usta.
- Kocham, bądź grzeczny. - Zachichotał, a ja poszłam otworzyć drzwi.
Poprawiłam włosy i nacisnęłam klamkę.
- Cześć najlepszy bracie na świecie!
- Cześć, księżniczko. - Powiedział i wręczył mi czerwoną różę.
- Dziękuję. - Pocałowałam go w policzek stając na palcach i zamknęłam drzwi.
- Rozbierz się i zapraszam do środka.
- Jasne.
- Gdzie masz teczkę?
- Jaką teczkę?
- Przecież mówiłeś, że masz dużo papierów do przejrzenia.
- Zostały w aucie.
- Przecież Ci pomogę. - Klepnęłam go w ramię.
- Dam sobie radę, nie mam pięciu lat.
- Nie pyskuj.
- Jestem starszy. - Prychnął śmiejąc się.
- No i co? Nie pyskuj i do stołu. - Zaczęłam się śmiać i poszłam za Liamem.
- Nie chcę być niegrzeczny, ale co on tutaj robi?
- Jesteś niegrzeczny. - Wtrącił mój chłopak.
- Harry. - Warknęłam na niego. - Bo ja wiem, ze macie różnie problemy z firmami i, że się pokłóciliście, więc pomyślałam, że zrobię obiad i..
- Nie tłumacz się. Po prostu zjedzmy już tego kurczaka. - Powiedział Liam i usiadł naprzeciwko wolnego miejsca obok Harry'ego.

Westchnęłam i wyciągnęłam z piekarnika brytfannę z mięsem.
Każdy odkroił sobie tyle ile chciał i nałożył tyle ile chciał. Jedliśmy w ciszy, co bardzo mnie krępowało. Popijaliśmy czerwonym winem, ale Liam nie, ponieważ prowadził. Było dobre, rocznik był dobry.
Po skończonym posiłku czekałam aż coś powiedzą, ale nie. Znowu ja muszę wszystko robić. Spojrzałam za okno, ciemno już i to bardzo.
- Ja może zostawię was samych. - Powiedziałam i wstałam od stołu, wyszłam do łazienki.
Zamknęłam drzwi i obmyłam twarz zimną wodą. Mam nadzieję, że się pogodzą czy coś. 
Coś mówią do siebie. Nie chcę podsłuchiwać, ale tam padło moje imię. Odkręciłam wodę i zaczęłam się przysłuchiwać. 
Cholera. Mówią coś o tym, że ktoś ma mi powiedzieć prawdę i wychodzi na to, że tym ktosiem jest Harry. Ale pewności nie mam, więc nie będę się zamartwiać na zapas.
Kiedy ucichli, to wyszłam z łazienki poprawiając bluzkę, bo pomoczyłam ją wodą. Taka ze mnie dziewczyna - niezdara.
- Ja już muszę iść, jedzenie było naprawdę pyszne Diano.
- Nie zostaniesz?
- Niestety. Muszę wracać do firmy, potrzebują mnie. Jeszcze raz dziękuję. - Powiedział i przytulił mnie, a potem pocałował w policzek zahaczając o kącik moich ust.
- Szkoda. Ale jeszcze się spotkamy, bo pomogę ci z tymi papierami. - Puściłam mu oczko i zaśmiałam się, kiedy zrezygnowany z uśmiechem pokręcił głową. 
Założył swój czarny płaszcz i wyszedł żegnając się całusem raz jeszcze. Zamknęłam drzwi i wróciłam do Harry'ego, który w niezbyt dobrym humorze siedział na krześle.
- Pogodziliście się? - Podparłam rękami biodra.
- Można powiedzieć, że tak. - Wstał.
- Można powiedzieć?
- Mhm. - Podszedł do mnie i pocałował moją szyję.
- Dlaczego jesteś zły?
- Bo Cię całował. Tylko ja mogę to robić.
Zayn...
- W policzek.
- Ale całował.
- Jest moim bratem na litość boską!
- Co nie zmienia faktu, że cię całował. Byliście kiedyś razem, pamiętasz?
- Wtedy nie wiedziałam, ze jest moim bratem i nie zaczynaj tego tematu.
- Dobrze, nie będę. - Wpił się w moje usta i prowadził gdzieś. Szłam tyłem. - Mam troszkę inne plany na ten wieczór. - Mruknął z uśmiechem i pchnął mnie na łóżko. 

 ______________________________________
I jak, podoba się? x

5 komentarzy: