- Skąd to niby wiesz? - zapytałam.
Nie chciałam brzmieć niegrzecznie i chamsko, ale chyba mi nie wyszło.
- Spotkałem jej rodziców w Sheffield jak przejeżdżałem tam.
- To niemożliwe.. - szepnęłam, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Przykro mi. - chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam. - Diana..
- Ja już pójdę.
- Jest po dwudziestej trzeciej.
- Wiem, dzięki za informację. - wstałam i podeszłam do wieszaka.
Ubrałam kurtkę, kozaki, czapkę nasunęłam na głowę, a szal owinęłam byle jak na szyi. Rzuciłam w jego stronę krótkie "dobranoc" i wyszłam z jego mieszkania.
Szłam uliczkom blisko sklepu, a potem weszłam do ogromnego zaśnieżonego parku, który był oświetlany tylko przez wysokie latarnie z śniegiem na czubkach.
Zapięłam wyżej kurtkę i pociągnęłam nosem z zimna.
Nienawidzę siebie za to, że nie było mnie przy niej. Chociaż wiem, że nie powinnam siebie obwiniać i tak to robiłam. Nie wiem nawet dlaczego umarła. Samobójstwo?
Nie, Kate była silna, chociaż wiem, ze czasami emocje potrafiły być silniejsze od jej kamiennej twarzy, którą wykrzywiała w uśmiechu tylko, kiedy była ze mną.
Choroba? Nie wiem. Może tak, ale dlaczego mi o niej nie powiedziała? Pomogłabym jej z tego wyjść. Była dla mnie jak siostra. Była, jest i zawsze będzie dla mnie ważną osobą w życiu.
Pamiętam, jak planowałyśmy wspólną przyszłość. Dwa średnie białe domy strojące obok siebie odgrodzone furtką i płotem. Z dużymi ogrodami, piękną i świeżą zieloną trawą i może oczkiem wodnym.
Każda ma męża, dziecko i jest szczęśliwa. Codziennie razem rozmawiamy pijąc herbatę przy drewnianym brązowym stoliku i mówimy o tym, jak bardzo jesteśmy dumne z naszych pociech.
Każda ma męża, dziecko i jest szczęśliwa. Codziennie razem rozmawiamy pijąc herbatę przy drewnianym brązowym stoliku i mówimy o tym, jak bardzo jesteśmy dumne z naszych pociech.
Potem wspólne wyjścia z naszymi facetami, wspólne wyprawianie urodzin maluchów, wspólne imprezy, przyjęcia..
Planowałyśmy to śmiejąc się i nie brałyśmy wszystkiego na serio, chociaż każda z nas, a tak przynajmniej myślę, chciała, żeby to się kiedyś spełniło. To by było życie idealne. Zawsze razem, na wieki.
Teraz to już niemożliwe. Nasze marzenia nigdy się już nie spełnią.
Już nigdy więcej jej nie zobaczę, nie usłyszę, nie przytulę. Zostały mi jedynie filmy na YouTube i innych stronach internetowych. Była piosenkarką i gitarzystką. Świetną zresztą.
Zostały mi tylko nagrania z koncertów i jej teledyski. Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze posłucham piosenek jej zespołu. Rozpłaczę się pewnie jak małe dziecko zresztą już płaczę i skomlę, jak pies.
Jest mi zimno, a pocieranie ramion już nie wystarcza. Nos zapewne cały czerwony, tak samo jak uszy.
Usta sine, a dłonie przestałam czuć już dawno. Ostatnie oddechy rozcinają moje gardło. Ból jest mocny, a wiatr nie daje za wygraną.
Nie wiem gdzie jestem, zabłądziłam. Wszędzie ciemno,m a ja nie daję już rady iść o własnych siłach.
W końcu padam ze zmęczenia na oba zdrętwiałe kolana i zaczynam wyć. Łzy wylewają się spod mych powiek i spływają po lodowatych policzkach.
Zęby górne uderzają o dolne, przez co cała szczęka wydaje stukający dźwięk.
Chucham coraz to zimniejszym powietrzem z ust na swoje nagie dłonie, ale to nie pomaga. Kiedy słyszę pisk, to natychmiastowo zaczynam się oglądać dookoła własnej osi.
Kręcę się i rozglądam za napastnikiem.
Pewnie weźmiecie mnie za idiotkę, bo przecież to było piszczenie, ale mamy dwudziesty pierwszy wiek i tacy potencjalni gwałciciele na przykład mogą mieć różne metody zwabiania swoich ofiar.
Mówię jak potłuczona i taka tez się czuję. Wszystko mnie boli co najmniej tak, jakbym sturlała się ze schodów. Pisk powtórzył się, a ja wystraszona spadłam pupą na puchowy śnieg.
Zauważyłam, ze coś biegnie z oddali. Najgorsze jest to, że to coś zbliża się szybko w moją stronę.
Kiedy weszło na pole światła wytwarzanego przez latarnię zobaczyłam małego pieska, który skacze przez śnieg. Swoją drogą dużo go napadało w tym roku. Piesek był śliczny i bardzo, bardzo słodki.
Przekrzywiłam głowę i złapaliśmy się wzrokiem.
On również przekrzywił swój mały łebek i otrząsnął się ze śniegu.
Podbiegł do mnie skacząc przez zaspy co chwila w jakąś wpadając i tym samym zanurzając się w niej całym ciałem. Ale dobiegł, kawałek pod śniegiem, kawałek przeskoczył i w końcu dobiegł.
Wskoczył mi na kolana i przyglądał mi się swoimi dużymi brązowymi oczami. Sprawdziłam, czy nie ma obróżki i moja teoria się potwierdziła. Nie miał jej. Drżącą i zamarzniętą dłonią podrapałam go za uchem, a on polizał skórę mojej dłoni swoim ciepłym językiem.
Zaśmiałam się sama do siebie i wstałam na równe nogi. Wzięłam mojego małego towarzysza na ręce i zaczęłam iść do domu. Szłam długo, ale przynajmniej nie byłam sama, a to już coś, prawda?
Weszłam po schodach na swoje piętro, a piesek machał główką na różne strony, rozglądał się i czasami wydawał głos, ale musiałam go uciszać, ponieważ jest już po trzeciej nad ranem. Tak przynajmniej wskazywał zegar przy wejściu do budynku.
Po przekroczeniu mieszkania od razu uderzyło we mnie ciepło.
Moje ciało zaczęło przyjemnie mrowić, a zapach pomarańczy i goździków uderzył o wejście moich nozdrzy. Położyłam nowego kolegę na panelach, a sama zamknęłam drzwi na klucz.
Zdjęłam kurtkę i rozebrałam się do naga. Poszłam do łazienki i wzięłam ciepły prysznic. Moje ciało naprawdę było lodowate.
Po wyjściu ubrałam piżamę i zrobiłam sobie ciepłą herbatę z cytryną. Psu nalałam trochę cieplejszego mleka. Wypił całą miskę od razu i ułożył się pod kaloryferem w celu ogrzania. Usiadłam na kanapie i przyglądałam mu się. Chciałam się położyć spać, ale czy to ma sens? Zaraz piąta dochodzi, a potem to już nie warto iść spać.. Dobrym pomysłem okazało się oglądanie telewizji. Do czasu, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Kręcę się i rozglądam za napastnikiem.
Pewnie weźmiecie mnie za idiotkę, bo przecież to było piszczenie, ale mamy dwudziesty pierwszy wiek i tacy potencjalni gwałciciele na przykład mogą mieć różne metody zwabiania swoich ofiar.
Zauważyłam, ze coś biegnie z oddali. Najgorsze jest to, że to coś zbliża się szybko w moją stronę.
Kiedy weszło na pole światła wytwarzanego przez latarnię zobaczyłam małego pieska, który skacze przez śnieg. Swoją drogą dużo go napadało w tym roku. Piesek był śliczny i bardzo, bardzo słodki.
Przekrzywiłam głowę i złapaliśmy się wzrokiem.
On również przekrzywił swój mały łebek i otrząsnął się ze śniegu.
Podbiegł do mnie skacząc przez zaspy co chwila w jakąś wpadając i tym samym zanurzając się w niej całym ciałem. Ale dobiegł, kawałek pod śniegiem, kawałek przeskoczył i w końcu dobiegł.
Wskoczył mi na kolana i przyglądał mi się swoimi dużymi brązowymi oczami. Sprawdziłam, czy nie ma obróżki i moja teoria się potwierdziła. Nie miał jej. Drżącą i zamarzniętą dłonią podrapałam go za uchem, a on polizał skórę mojej dłoni swoim ciepłym językiem.
Zaśmiałam się sama do siebie i wstałam na równe nogi. Wzięłam mojego małego towarzysza na ręce i zaczęłam iść do domu. Szłam długo, ale przynajmniej nie byłam sama, a to już coś, prawda?
Weszłam po schodach na swoje piętro, a piesek machał główką na różne strony, rozglądał się i czasami wydawał głos, ale musiałam go uciszać, ponieważ jest już po trzeciej nad ranem. Tak przynajmniej wskazywał zegar przy wejściu do budynku.
Po przekroczeniu mieszkania od razu uderzyło we mnie ciepło.
Moje ciało zaczęło przyjemnie mrowić, a zapach pomarańczy i goździków uderzył o wejście moich nozdrzy. Położyłam nowego kolegę na panelach, a sama zamknęłam drzwi na klucz.
Zdjęłam kurtkę i rozebrałam się do naga. Poszłam do łazienki i wzięłam ciepły prysznic. Moje ciało naprawdę było lodowate.
Po wyjściu ubrałam piżamę i zrobiłam sobie ciepłą herbatę z cytryną. Psu nalałam trochę cieplejszego mleka. Wypił całą miskę od razu i ułożył się pod kaloryferem w celu ogrzania. Usiadłam na kanapie i przyglądałam mu się. Chciałam się położyć spać, ale czy to ma sens? Zaraz piąta dochodzi, a potem to już nie warto iść spać.. Dobrym pomysłem okazało się oglądanie telewizji. Do czasu, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
____________________________________
Hiiiiiiii.
Nie wiem co pisać, więc napisze Wam tylko, że jutro (18.09.2014) mam urodziny.
Jeśli któraś z Was także ma jutro urodziny, to życzę Wszystkiego Najlepszego i spełnienia marzeń, nawet tych najskrytszych. x
Love.
Super rozdział! Czekam na kolejny x
OdpowiedzUsuń@moreofyou_baby
Wszystkiego Najlepszego ;*
OdpowiedzUsuńDlaczego Kate nie żyje ? ;c sama się rozpłakałam ;c
fajny, ale krotki :) pisz dalej!
OdpowiedzUsuńNajlepszego *.*
Kate nie żyje. Wszystkiego najlepszego!
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego! Rozdział super i chcę już next!Sama się rozpłakałam dlatego,że Kate nie żyję :( @zuziatrawiska
OdpowiedzUsuńCiekawe kto pukał :o.
OdpowiedzUsuńWSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KOCHANA!
Szkoda mi Diany. :(
OdpowiedzUsuńCiekawie się zapowiada. :/
OdpowiedzUsuńCzemu te rozdziały są takie uzależniające!? :D ♡♡♡♡♡
OdpowiedzUsuńNie wiem, ale miło mi to słyszeć. =)x
Usuń