wtorek, 23 września 2014

Rozdział trzydziesty czwarty.

Chodziłam i rozmyślałam o wszystkim, o życiu, ludziach, Kate, rodzinie.. Dręczyło mnie pytanie czy mogłabym się zabić? Myśleliście kiedyś o tym? Ja osobiście może raz, czy dwa. 
Ale w ostatnim czasie takie myśli się nasiliły. Co mnie tutaj trzyma? Rodzina, Harry. Nie mogłabym im tego zrobić.
Nie mogłabym. Zeszłam  z mostu i poszłam do domu. Od razu zrobiłam sobie ciepłej herbaty i zanurzyłam się w miękkiej pościeli.
Sprawdziłam telefon i miałam dużo nieodebranych od Liama i Harry'ego. Ciekawe co u niego? Wybrałam jego numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę.

- Cześć słoneczko.
- Cześć skarbie.
- Co tam u Ciebie? Jak się czujesz?
- Niezbyt dobrze, wróciłam z.. pogrzebu.
- Oh, przepraszam.. zapomniałem. Przyjechać?
- Nie.
- Na pewno?
- Tak.
- Coś się stało?
- Nie.
- Diana..
- Ugh.. bo mam wszystkiego dosyć, brakuje mi jej. Już nigdy się do niej nie odezwę, nie porozmawiamy. To okropne!
- Kochanie, rozumiem Cię, ale proszę.. nie rób nic głupiego. Może jednak przyjadę?
- Przeszkadzałoby Ci gdyby na obiad wpadł Liam?
- ...
- Harry?
- Posłuchaj.. okazało się, że ma firmę, która jest dla mojej konkurencją i się trochę pokłóciliśmy.
- Jesteście jak dzieci.. Ni możesz z nim pogadać, załagodzić tego jakoś?
- On się do mnie nie odzywa.
- Nie macie pięciu lat. Dzisiaj obiad u mnie o 16, masz być. Porozmawiam z Liamem, okej? Ale ty też będziesz musiał wyciągnąć rękę.
- Ugh.. okej, no już dobra. O 16, kocham Cię.
- Ja Ciebie też, uważaj na siebie. I nie zapomnij o obiedzie!
Rozłączył się, a ja zadowolona z siebie odłożyłam telefon i zaczęłam myśleć co by tu ugotować.. Zrobię całego kurczaka, co oznacza, że muszę iść na zakupy. Ale najpierw zadzwonię do Liama. Wybrałam numer i dzwonię. Odebrał za drugim sygnałem.
- Halo?
- Cześć brat.
- Czeeść Diana.
- Słuchaj, bo robię dzisiaj obiad i może wpadłbyś? Na szesnastą?
- Nie mogę.
- Nawet dla mnie? - Powiedziałam słodkim głosem.
- Ugh.. jeśli się wyrobię, to przyjadę. Mam dużo papierów do przejrzenia.
- To weź je ze sobą i Ci pomogę.
- Diana..
- No co? Co dwie głowy, to nie jedna tak? Tak. Widzimy się o szesnastej. Kocham Cię.
- Też Cię kocham mała.
Rozłączyłam się i zaczęłam iść w kierunku szafy, aby wybrać jakieś ciuchy.
Założyłam czarne legginsy, fioletowy sweter, kozaki, kurtkę przy wieszaku i szalik. Włosy zostawiłam rozpuszczone i zarzuciłam je na plecy. Wzięłam torebkę i wyszłam z domu.

Szłam wolno w stronę TESCO, a wiatr owiewał moją zmarzniętą już twarz. Wzięłam koszyk i wjechałam z nim do sklepu. Zaczęłam od kupna kurczaka, ponieważ pewnie wszystkie by mi wykupili, jak ostatnio.
Potem ziemniaki, warzywa, sosy, coś do picia. Pomyślałam, że może zrobiłabym pierniki? Co mi szkodzi?
Wjechałam na dział z rzeczami słodkimi i myślałam, że źle widzę. Dlaczego ja go zawsze spotykam? No dobra.. od ostatniego razu trochę minęło, co nie zmienia faktu, że spotkanie go to pech.
Chciałam go wyminąć, ale stchórzyłam w połowie drogi i odwróciłam wózek. Zaczęłam iść i pchać metalowy przedmiot, ale niestety on mnie zauważył.
- Cześć mała.
Nienawidzę jak ktoś tak do mnie mówi. No chyba, że Liam.
Nie zwracałam uwagi na niego, ale moja dobra strona mnie gryzła i mówiła do mnie "Powiedz cześć", "Powiedz cześć"  i w końcu powiedziałam to cholerne cześć.
Ale potem od razu  go ignorowałam i zaczęłam wybierać kolorowe posypki do pierników.
- Co tam u ciebie?
Wzięłam też kokosową do takich ciasteczek.
- Odpowiesz mi?
Dodatkowo jadalne róże. Mało świąteczne, ale one są takie ładne..
- Diana. - Szarpnął mnie za ramię, a ja odruchowo chciałam go uderzyć, ale tego nie zrobiłam.
- Taylor daj mi spokój, dobrze?
- Nie dobrze. Dlaczego nie dajesz mi szansy? Myślisz, że kim ty jesteś, co?!
- Nie drzyj się na cały sklep. I właśnie dlatego nie dam ci szansy na nic. Dlatego, że jesteś zapatrzony tylko w siebie, straszyłeś mnie i groziłeś mi. O czym myślałeś? Bałam się Ciebie i teraz chwilami też. Nie wiem o co Ci chodzi i nie wiem czego chcesz ode mnie, ale daj mi spokój. Owszem, jesteś przystojnym facetem, ale nie w moim typie. I tak by z "nas" nic nie wyszło, wiec po prostu odpuść. - Powiedziałam prawie że na jednym wdechu i odeszłam z tego działu. Mam to już za sobą. Powiedziałam mu wszystko, co chciałam mu powiedzieć i ulżyło mi, że wreszcie wyrzuciłam to z siebie.

Włożyłam do siateczki kilka pomarańczy, a do drugiej mandarynek. Migdały, rodzynki, bakalie, mleko, olejek kokosowy. Wrzucałam do koszyka potrzebne rzeczy, a potem podjechałam do kasy i wyłożyłam wszystko na taśmę.
Kiedy to zrobiłam kobieta, która siedziała przy tym stanowisku wstała i powiedziała, że się rolka z papierem skończyła i musi wymienić i muszę iść do kasy samoobsługowej. Myślałam, że mnie kurwa autentycznie szlak trafi. Przez okres dużo przeklinam. No ale cholera.. Co ja mam teraz zrobić?
Jak to co? Wsadzić wszystko z powrotem do koszyka i iść do kasy samoobsługowej. Ni chuja! Nie ma, nie dzisiaj kobieto. Nie denerwuje się kobiety, która ma okres.
- Nie może wymienić pani tej rolki?
- Nie, musiałabym iść po inną kasjerkę.
No jasne, że nie kurde.
- To niech pani po nią idzie. - Wkurzyła mnie.
- A co mi tutaj pani będzie rozkazywać?!
- Nie potrafi pani wymienić rolki papieru i nie chce pani iść po inną kasjerkę, a ja czekam z zakupami, ponieważ muszę ugotować obiad. Do tego rozmawiam właśnie z bardzo niemiłą kobietą, która na mnie krzyczy i nie wypełnia swoich obowiązków.
Zrobiła wielkie oczy i wybrała jakiś numer w telefonie. Po chwili przyszedł jakiś osiłek. Serio kobieto? Serio? Ja pier...
- W czym problem?
- Ta pani nie chce mnie obsłużyć. - Powiedziałam zanim ta ruda jędza zdążyła otworzyć napuchnięte usta.
- Widocznie ma powód.
- Jaki? Nie umie wymienić rolki i tyle. A ja czekam i się chyba nie doczekam aż to zrobi.
- Sa kasy samoobsługowe.
- I co? I że ja mam to wszystko tak o z powrotem do wózka i iść samemu skasować te wszystkie produkty? Pan chyba kpi. Prawda jest taka, że ta pani już z cztery razy wymieniłaby tę rolkę.
Nie odpowiedział, bo go zgasiłam. Ludzie za mną byli chyba po mojej stronie, bo słyszałam różne szepty, że mam rację i tak dalej.
- Jestem tylko ochroniarzem.
- Zna pan kogoś, kto potrafi wymienić rolkę w tej kasie?
Ten rudy małpiszon nawet tyłka ni ruszył tylko się na nas gapi. Jeszcze brakuje tylko, żeby wyciągnęła lakier i zaczęła sobie malować te pazury kurwa mać.

5 komentarzy:

  1. Hahahahahhaahhaha. Świetny rozdział! :D

    Pozdrawiam i życzę Miłego Dnia x. http://dyaara.blogspot.com
    Dziękuję ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha diana najlepsza XD dlaczego taki krótki? Chce dłuższe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow jaki pocisk xD i ja mam pewną teorię, iż to nasz przystojny, upierdliwy blondasek zabił Kate :c

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha Diana ale mu pocisnęła! Bardzo dobrze im tak. Super rozdział(zresztą jak zawsze)! Czekam na next @zuziatrawiska

    OdpowiedzUsuń