Siedząc w oknie obserwowałam jak krople deszczu spływają po zimnej szybie. Jedne szybciej, drugie wolniej. Złożyłam już papiery, ale nie mam pojęcia, czy się dostanę. Liam ciągle mi powtarzał, że może mi załatwić studia, Harry tak samo.
Ale ja nie chcę iść na łatwiznę. Chcę osiągnąć coś sama. I uda mi się to. Przynajmniej mam taką nadzieję.
*Grudzień, dwa lata później*
Siedzę na kanapie opatulona szczelnie kocem. Jest ciepło w mieszkaniu, lecz moje ciało lecz moje ciało jest zimne. Lodowate wręcz. Zęby dygoczą, a oczy skupione są na dużym oknie, przez które obserwuję, jak śnieg pada i zajmuje coraz większe obszary.
Pocierając dłoń o dłoń zastanawiałam się, co on teraz robi. Z kim jest, czy jest szczęśliwy, smutny, wesoły, a może obojętny. Raczej to ostatnie, bo przecież nie zadzwonił.
Za dwa dni święta, a ja jestem tu sama. Wyjechał i zostawił mnie. Liam tak samo - pracuje. Problemy w firmie, którą ma w Madrycie. Dlaczego tak daleko?
Nie wiem, musiałabym się zapytać, ale nie mam jak.
A Harry? Wyjechał bez słowa. Znaczy..
Napisał mi list, w którym pisał, że musi wyjechać i mieć trochę spokoju.
Jestem aż taka okropna? Zła? Wredna? Wkurzająca? Denerwująca? Irytująca? Głupia? Naiwna?
Być może, ale jak kocham, to kocham całym sercem i całą sobą. Nie zostawiam osób, na których mi zależy.
A on mnie zostawił.
Przeleciał, zbajerował i zostawił.
Tak, uprawialiśmy już seks. Minęło już tyle czasu odkąd się poznaliśmy. Wtedy miałam siedemnaście lat, a teraz dwadzieścia. Czas naprawdę szybko leci, a świadomość tego, że jestem starsza i nie mam już nastu lat trochę mnie przytłacza.
Ale cóż ja mogę na to poradzić?
Nic, no właśnie.
Westchnęłam głośno i schowałam głowę w kolanach. Zamknęłam oczy i powoli odpływałam.
- Diana, wstawaj kochanie.
Podniosłam głowę, jak na rozkaz. Szybka reakcja, haha.
- Jedziemy na zakupy, jedziesz z nami?
- Jasne, tylko się przebiorę.
Poszłam do "mojego" tymczasowego pokoju. Założyłam białą koszulkę, przetarte w kolanach jeansy, czarne kozaki. Kurtka zapięta, włosy ułożone. Makijaż taki sam, mogę iść.
Wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Zeszłam na parter i podeszłam do wieszaków. Zabrałam torebkę i poczekałam chwilę na rodziców.
Wyszliśmy całą trójką z domu i podjechaliśmy pod ogromne centrum handlowe. Zaczęliśmy iść w stronę TESCO. Zrobiliśmy zakupy spożywcze, a mi przypomniało się, że jeszcze nie kupiłam prezentów!
- Hej, mamo.. wszystko okej?
- Niezupełnie. Strasznie mnie boli głowa. - jęknęła łapiąc się za nią.
- To może jedźcie z tatą do domu, a ja dokupię resztę rzeczy. - zaproponowałam.
- Naprawdę mogłabyś?
- To żaden problem. I odpocznij, żebyś normalnie funkcjonowała.
- Dobrze. Uważaj na siebie.
- Niem mam pięciu lat. - wywróciłam oczami śmiejąc się.
Patrzyłam jak tata obejmuje ją ramieniem i odprowadza do wyjścia. Wyglądają tak słodko, widać, że się kochają. Zazdroszczę im tego.
Skończyłam myśleć o tym, jak bardzo mam nieudane życie miłosne i zaczęłam myśleć gdzie mogłabym kupić prezenty. Mamie mogłabym kupić jakąś biżuterię, a tacie hmm... zegarek? Nie głupi pomysł biorąc pod uwagę, że kilka dni temu właśnie mu się zepsuł taki srebrny.
Poszłam i kupiłam. Zegarek, kolczyki i naszyjnik. Okej. W sumie, to powinnam jeszcze tylko iść po kilka ozdób choinkowych i wrócić do domu. Ale zostali jeszcze Liam i Harry. Im też powinnam coś kupić, prawda? Z Harry'm jestem w związku. Nie, nie zerwaliśmy. Jeszcze.
To brzmi okropnie, ale ja nie wiem, czy to ma jakiś sens. Czy jest sens ciągnąć to dalej. Dużo się zmieniło. Od chłopaka, który uwielbiał chlebek bananowy do biznesmena, który ma ponad pięć firm i dużo pieniędzy. Tak, tak wygląda je życie.
Liamowi kupiłam piłkę do kosza i oryginalną koszulkę jego ulubionej drużyny. Obie rzeczy są podpisane przez LeBron'a James'a. Nie pytajcie jak tego dokonałam. Dobra, powiem wam.
Był w tej galerii, a mi udało się go 'dorwać'. Poprosiłam go o podpisanie się na tych rzeczach i zrobił to. Zrobiłam sobie z nim zdjęcie. Wyglądałam jak dziecko, ale to LeBron.
Dla niego mogłabym wyglądać nawet, jak noworodek. Okej, dosyć. *śmiech* Poprawiłam siatki z prezentem dla Li i zaczęłam szukać jakiegoś dla tej drugiej osoby.
Kupiłam mu bluzę i kask Packersów. Zawodowego zespołu futbolu amerykańskiego, który uwielbia. Chyba, ze zmienił zdanie w czasie, kiedy go nie było. O ten kask musiałam się kłócić z jakimś napakowanym facetem, ale udało mi się i to mi go sprzedali. Ha!
Wyszłam ze sklepu zostawiając za sobą wkurzonego faceta, którego próbował uspokoić sprzedawca i ruszyłam w kierunku jakiegoś sklepu. Kupiłam światełka choinkowe białe.
Dokupiłam kilka czerwonych bombek, bo trochę stłukłam, kiedy dekorowałam choinkę. Nie moja wina, że jestem taka niska.
Poprawiłam kurtkę i zarzuciłam blond włosy na plecy. Kiedy szłam poprawiając ucha siatek, które wrzynały mi się w palce, to wpadłam na kogoś.
- Przepraszam, nie chciałam. Przepraszam. - wymamrotałam szybko i podniosłam głowę.
No tak.. Chyba tylko ja mam takiego pecha. Żeby tylko nie zobaczył co kupiłam. Dobrze, ze siatka nie ma loga tej drużyny..
- Diana?
- Um, tak, to ja. - wyminęłam go i zaczęłam iść w kierunku wyjścia.
- Hej, zaczekaj! - krzyknął i podbiegł do mnie. - Nie przywitasz się?
- Cześć.
- Co się stało?
- Ty się stałeś.
- O czym ty mówisz..
- Nie widziałam Cię prawie trzy miesiące. Wyjechałeś bez słowa, nie dawałeś znaku życia. Wiesz jak się martwiłam?! - tylko nie płacz Diana, nie przez niego.
- Przepraszam kochanie.
- To już nie działam, Harry. Myślę, że powinniśmy sobie zrobić przerwę.
- C..co? - wydukał patrząc na mnie tymi swoimi dużymi oczami.
- Przerwę. Nie wiem co Ciebie tak dziwi. Ty zrobiłeś sobie trzymiesięczną przerwę ode mnie, więc ja nie mogę?
- Chcesz mnie zostawić?
- Nie. Nie wiem.. Nie. Chcę przerwy. Zrozum to.
- Ale..
- Wesołych Świąt, Harry. - powiedziałam i wyszłam ze sklepu zostawiając chłopaka na środku holu.
Zachowałam się, jak suka, ale on mnie zranił. Kolejny raz.
| ,,Jedna miłość umiera, by móc zastąpić ją." |
Za dwa dni święta, a ja jestem tu sama. Wyjechał i zostawił mnie. Liam tak samo - pracuje. Problemy w firmie, którą ma w Madrycie. Dlaczego tak daleko?
Nie wiem, musiałabym się zapytać, ale nie mam jak.
A Harry? Wyjechał bez słowa. Znaczy..
Napisał mi list, w którym pisał, że musi wyjechać i mieć trochę spokoju.
Jestem aż taka okropna? Zła? Wredna? Wkurzająca? Denerwująca? Irytująca? Głupia? Naiwna?
Być może, ale jak kocham, to kocham całym sercem i całą sobą. Nie zostawiam osób, na których mi zależy.
A on mnie zostawił.
Przeleciał, zbajerował i zostawił.
Tak, uprawialiśmy już seks. Minęło już tyle czasu odkąd się poznaliśmy. Wtedy miałam siedemnaście lat, a teraz dwadzieścia. Czas naprawdę szybko leci, a świadomość tego, że jestem starsza i nie mam już nastu lat trochę mnie przytłacza.
Ale cóż ja mogę na to poradzić?
Nic, no właśnie.
Westchnęłam głośno i schowałam głowę w kolanach. Zamknęłam oczy i powoli odpływałam.
- Diana, wstawaj kochanie.
Podniosłam głowę, jak na rozkaz. Szybka reakcja, haha.
- Jedziemy na zakupy, jedziesz z nami?
- Jasne, tylko się przebiorę.
Poszłam do "mojego" tymczasowego pokoju. Założyłam białą koszulkę, przetarte w kolanach jeansy, czarne kozaki. Kurtka zapięta, włosy ułożone. Makijaż taki sam, mogę iść.
Wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Zeszłam na parter i podeszłam do wieszaków. Zabrałam torebkę i poczekałam chwilę na rodziców.
Wyszliśmy całą trójką z domu i podjechaliśmy pod ogromne centrum handlowe. Zaczęliśmy iść w stronę TESCO. Zrobiliśmy zakupy spożywcze, a mi przypomniało się, że jeszcze nie kupiłam prezentów!
- Hej, mamo.. wszystko okej?
- Niezupełnie. Strasznie mnie boli głowa. - jęknęła łapiąc się za nią.
- To może jedźcie z tatą do domu, a ja dokupię resztę rzeczy. - zaproponowałam.
- Naprawdę mogłabyś?
- To żaden problem. I odpocznij, żebyś normalnie funkcjonowała.
- Dobrze. Uważaj na siebie.
- Niem mam pięciu lat. - wywróciłam oczami śmiejąc się.
Patrzyłam jak tata obejmuje ją ramieniem i odprowadza do wyjścia. Wyglądają tak słodko, widać, że się kochają. Zazdroszczę im tego.
Skończyłam myśleć o tym, jak bardzo mam nieudane życie miłosne i zaczęłam myśleć gdzie mogłabym kupić prezenty. Mamie mogłabym kupić jakąś biżuterię, a tacie hmm... zegarek? Nie głupi pomysł biorąc pod uwagę, że kilka dni temu właśnie mu się zepsuł taki srebrny.
Poszłam i kupiłam. Zegarek, kolczyki i naszyjnik. Okej. W sumie, to powinnam jeszcze tylko iść po kilka ozdób choinkowych i wrócić do domu. Ale zostali jeszcze Liam i Harry. Im też powinnam coś kupić, prawda? Z Harry'm jestem w związku. Nie, nie zerwaliśmy. Jeszcze.
To brzmi okropnie, ale ja nie wiem, czy to ma jakiś sens. Czy jest sens ciągnąć to dalej. Dużo się zmieniło. Od chłopaka, który uwielbiał chlebek bananowy do biznesmena, który ma ponad pięć firm i dużo pieniędzy. Tak, tak wygląda je życie.
Liamowi kupiłam piłkę do kosza i oryginalną koszulkę jego ulubionej drużyny. Obie rzeczy są podpisane przez LeBron'a James'a. Nie pytajcie jak tego dokonałam. Dobra, powiem wam.
Był w tej galerii, a mi udało się go 'dorwać'. Poprosiłam go o podpisanie się na tych rzeczach i zrobił to. Zrobiłam sobie z nim zdjęcie. Wyglądałam jak dziecko, ale to LeBron.
Dla niego mogłabym wyglądać nawet, jak noworodek. Okej, dosyć. *śmiech* Poprawiłam siatki z prezentem dla Li i zaczęłam szukać jakiegoś dla tej drugiej osoby.
Kupiłam mu bluzę i kask Packersów. Zawodowego zespołu futbolu amerykańskiego, który uwielbia. Chyba, ze zmienił zdanie w czasie, kiedy go nie było. O ten kask musiałam się kłócić z jakimś napakowanym facetem, ale udało mi się i to mi go sprzedali. Ha!
Wyszłam ze sklepu zostawiając za sobą wkurzonego faceta, którego próbował uspokoić sprzedawca i ruszyłam w kierunku jakiegoś sklepu. Kupiłam światełka choinkowe białe.
Dokupiłam kilka czerwonych bombek, bo trochę stłukłam, kiedy dekorowałam choinkę. Nie moja wina, że jestem taka niska.
Poprawiłam kurtkę i zarzuciłam blond włosy na plecy. Kiedy szłam poprawiając ucha siatek, które wrzynały mi się w palce, to wpadłam na kogoś.
- Przepraszam, nie chciałam. Przepraszam. - wymamrotałam szybko i podniosłam głowę.
No tak.. Chyba tylko ja mam takiego pecha. Żeby tylko nie zobaczył co kupiłam. Dobrze, ze siatka nie ma loga tej drużyny..
- Diana?
- Um, tak, to ja. - wyminęłam go i zaczęłam iść w kierunku wyjścia.
- Hej, zaczekaj! - krzyknął i podbiegł do mnie. - Nie przywitasz się?
- Cześć.
- Co się stało?
- Ty się stałeś.
- O czym ty mówisz..
- Nie widziałam Cię prawie trzy miesiące. Wyjechałeś bez słowa, nie dawałeś znaku życia. Wiesz jak się martwiłam?! - tylko nie płacz Diana, nie przez niego.
- Przepraszam kochanie.
- C..co? - wydukał patrząc na mnie tymi swoimi dużymi oczami.
- Przerwę. Nie wiem co Ciebie tak dziwi. Ty zrobiłeś sobie trzymiesięczną przerwę ode mnie, więc ja nie mogę?
- Chcesz mnie zostawić?
- Nie. Nie wiem.. Nie. Chcę przerwy. Zrozum to.
- Ale..
- Wesołych Świąt, Harry. - powiedziałam i wyszłam ze sklepu zostawiając chłopaka na środku holu.
Zachowałam się, jak suka, ale on mnie zranił. Kolejny raz.
_____________________________
Cześć.
Jutro poniedziałek. (Nieeeeeeeeeeee) *płacze*
Taa.. rozdział smutny, ale taki miał być. Jeśli włączyłyście piosenkę, to smutek się powiększy, bo ta piosenka dodaje takiego nastroju. Tak, uwielbiam ją. Słuchałam przez pół dnia i nie mam dość. Mam nadzieję, że się podoba rozdział i, że zostawicie coś po sobie.
Zapraszam na nowe ff pt. ,,Leave."
Chciałabym Was tylko poinformować, że zbliżamy się pomału do końca Better Nothing.
Rozdziały są świetne ♡
OdpowiedzUsuńCzekam na następne ♡
Super rozdział! Czekam na kolejny!:)
OdpowiedzUsuń@moreofyou_baby
Ale super rozdział. Taki bardzo smutny...,ale i jaki genialny. Czekam na next @zuziatrawiska
OdpowiedzUsuńDiana dobrze zrobiła. Skoro on może bez słowa wyjechać to ona może bez słowa zrobić sobie przerwę.
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział!
OdpowiedzUsuńGahdhdjsndujs ♡♡♡
OdpowiedzUsuńHarry przyjechał.
Ale Diana dobrze zrobiła.
Jejciuuu. Kolejny mega rozdział. Czekam na więcej. <3333
OdpowiedzUsuńCzemu ten Harry jej to robi?
OdpowiedzUsuńMatko boska kiedy nastepny.
OdpowiedzUsuńBiedny Harry. :( Ale należało mu się. Jak tak można wyjechać... i zostawić a sam jej mówił, że ją kocha.
OdpowiedzUsuńDiana jest taka nieszczęśliwa... :(((
OdpowiedzUsuń